Ducret, Krakauer, Atwood i Regina | Czy przemoc ma płeć? Część I

Mam wielką słabość do obserwowania wszystkich przewijających się przez media społecznościowe dyskusji na temat pozycji i praw kobiet. Trwająca właśnie akcja „16 dni przeciw przemocy wobec kobiet”, o której więcej przeczytacie na przykład tutaj, podgrzała atmosferę do czerwoności, dzięki czemu można było przeczytać wiele ciekawych opinii na temat ubóstwa menstruacyjnego i okresu jako takiego (co pięknie podsumował AszDziennik, choć odczuwam brak kilku dorodnych buraków w tym mizoginistycznym barszczu), jak również sposobu mówienia o sprawcach przemocy wobec kobiet, czego przyczynkiem stała się opublikowana przez grupę Dziewuchy Dziewuchom grafika z hasłem „Przemoc ma płeć”. W tym miejscu chciałabym wyjaśnić dwie kwestie:

  1. Nie jest to hasło stworzone przez grupę DD, tylko ukute w 2017 roku przez ówczesną zastępczynię Rzecznika Praw Obywatelskich, dr Sylwię Spurek. Zabieg ten jest ironiczny o tyle, że ta powstała z ruchu społecznego grupa prywatna bardzo skrupulatnie rozlicza innych z praw autorskich, co z pewnością zatwierdzą jej dawne przyczółki lokalne (więcej informacji znajdziecie tutaj).
  2. Dr Spurek w swojej wypowiedzi odniosła się do statystyk, z których jednoznacznie wynika, że przemoc domowa jest warunkowana w ogromnej mierze kwestiami płciowymi, o czym więcej w dalszej części tekstu.

Zagłębienie się w komentarze dotyczące kwestii przemocy wobec kobiet przypomniało mi, jak – jako społeczeństwo – niewiele rozumiemy z tego, czym tak naprawdę jest przemoc warunkowana płcią, jakie są jej przejawy i dlaczego nadal zbiera ona tak krwawe plony (zgodnie z szacunkami Centrum Praw Kobiet, każdego roku ginie z rąk swojego partnera ponad czterysta Polek). Ten wpis postanowiłam więc poświęcić nie tylko trzem tematycznie powiązanym z trwającą akcją lekturom, ale również zebraniu szesnastu faktów o przemocy wobec kobiet. Dla rozjaśnienia kwestii poruszanych w poleceniach, wypada zacząć chyba od tego drugiego elementu.

 

1. Czym jest przemoc?

Przemoc to intencjonalne działanie lub zaniechanie jednej osoby wobec drugiej, które wykorzystując przewagę sił narusza prawa i dobra osobiste jednostki, powodując cierpienia i szkody. O przemocy możemy mówić wtedy, gdy zostaną spełnione cztery warunki:

  • Jest to intencjonalne działanie lub zaniechanie działania,

  • Jedna osoba ma wyraźną przewagę nad drugą,

  • Działanie lub zaniechanie jednej osoby narusza prawa i dobra osobiste drugiej,

  • Osoba wobec której stosowana jest przemoc, doznaje cierpienia i szkód fizycznych i psychicznych.

    Źródło: Niebieska Linia

  1. Formy przemocy:

    Przemoc fizyczna to każde zachowanie, którego celem jest zadanie ofierze bólu fizycznego wbrew jej woli, uszkodzenie jej ciała, pogorszenie jej zdrowia lub pozbawianie ją życia.

    Przemoc seksualna to każde zachowanie mające na celu zmuszenie ofiary do podjęcia niechcianych zachowań o charakterze seksualnym lub zdeprecjonowanie jej seksualności.

    Przemoc psychiczna to każde zachowanie, którego celem jest umniejszanie poczucia własnej wartości ofiary, wzbudzanie w ofierze strachu oraz pozbawianie jej poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

    Przemoc ekonomiczna to każde zachowanie, którego celem jest ekonomiczne uzależnienie ofiary od sprawcy.

    Źródło: Andrzej Dominiczak, Przemoc wobec kobiet w rodzinie, na podst. podręcznika Away from violence, wyd. I, Centrum Praw Kobiet, Warszawa 2008

  2. Czym jest cykl przemocy?

    Każdy sprawca przemocy ma swoje własne metody działania, uzależnia stosowanie ich od swoich własnych potrzeb oraz najbardziej satysfakcjonujących go reakcji swojej ofiary. Te indywidualne uwarunkowania wpisują się jednak w charakterystyczny schemat działania, który nazywany jest cyklem przemocy. Przyjmuje się, że relacje, w których pojawia się przemoc, funkcjonują w trzech fazach:

    – faza narastania napięcia,
    – faza gwałtownej przemocy,
    – faza skruchy.

    Faza narastania napięcia to całość symptomów zapowiadających użycie przemocy przez sprawcę. To ciągłe tworzenie wobec ofiary czy ofiar poczucia zagrożenia, ogromnej niepewności. Sam sprawca jest rozdrażniony, może wszczynać awantury, jeśli jest uzależniony, może w tej fazie spożywać więcej alkoholu lub zażywać więcej substancji psychoaktywnych. Ofiara żyje w tym czasie w ciągłym napięciu, może odczuwać dolegliwości natury psychosomatycznej (bóle głowy, mdłości), jest to również ten moment, w którym osoby z doświadczeniem przemocy najczęściej decydują się na szukanie pomocy na zewnątrz.

    Faza gwałtownej przemocy jest etapem, w którym następuje eskalacja przemocy, sprawca wyładowuje swoją agresję na ofierze. To w tej fazie dochodzi do bicia, torturowania, gwałcenia, opluwania, szarpania oraz innych zagrażających zdrowiu i życiu aktów przemocy wymierzonych w ofiarę. Jak wspomniałam, szacuje się, że każdego roku w samej Polsce ponad czterysta Polek ginie z rąk swojego męża/partnera. Nie zawsze zbrodnia ta klasyfikowana jest jako zabójstwo.

    Faza skruchy, zwana też fazą miodowego miesiąca, jest etapem, w którym agresja sprawcy przemocy została już rozładowana, a on sam próbuje udowodnić swojej ofierze, że zagrożenie minęło, ona zaś powinna mu przebaczyć. Czasami przeprasza i obiecuje, że „ta sytuacja nigdy już się nie powtórzy”, często jednak próbuje wmówić ofierze, że to ona „sprowokowała go” albo „gdyby czegoś nie zrobiła, on nie musiałby się denerwować”. Przekonuje, że ten „jednorazowy incydent” nie może przekreślać całego związku, kupuje kwiaty i drogie prezenty, budzi w swojej partnerce nadzieję, że mają jeszcze szansę na budowanie wspólnej, bezpiecznej przyszłości. Należy zaznaczyć, że w rzeczywistości są to techniki manipulacji – ofiara nie jest winna przemocy, jaką skierował wobec niej agresor, a etap fałszywej przemiany, o ile nie zostanie wsparty terapią sprawcy, prędzej czy później powróci do fazy narastania napięcia. I cykl zacznie się od nowa.

    Źródło: Andrzej Dominiczak, Przemoc wobec kobiet w rodzinie, na podst. podręcznika Away from violence, wyd. I, Centrum Praw Kobiet, Warszawa 2008

  3. Czy przemoc ma płeć? O statystykach.

    Wspomniane hasło Sylwii Spurek osobiście uważam za nieudane. Bynajmniej nie dlatego, że nie zgadzam się z tym, że to kobiety są ogromną większością ofiar przemocy (bo są), ale dlatego, że takie zabiegi językowe najczęściej przepełnione są strasznym patosem i popadają w szkodliwą generalizację. Moje prywatne odczucia wobec tego typu sloganów nie mają jednak znaczenia. Znaczenia mają natomiast dane. Zgodnie z raportem przygotowanym przez Fundację Autonomia:

    – 1 kobieta na 5 przynajmniej raz w życiu doświadczyła przemocy ze strony swojego męża/partnera. Około 12-15% kobiet funkcjonuje w „związkach z przemocą” po skończeniu 16. roku życia.
    – 25% zgłoszonych przestępstw z użyciem przemocy to przemoc wobec kobiet ze strony ich mężów/partnerów.

    – 95% ofiar przemocy w rodzinie to kobiety i dzieci

    – Przemoc wobec kobiet ma najwyższy odsetek powtarzalności przypadków prześladowania spośród wszystkich przestępstw. Obliczono, że kolejny incydent związany z przemocą ma miejsce w 35% gospodarstw domowych w ciągu pięciu tygodni od pierwszego zajścia (za: Women and Equality Unit).

    – Około 70 % żeńskich ofiar morderstw zostało zabitych przez swoich partnerów – mężczyzn

    – Dziewczęta między 15-19 rokiem życia stanowią 50% ofiar przemocy seksualnej w skali światowej.

    – Co trzecia nastolatka doświadcza przemocy seksualnej na randkach i w związkach z rówieśnikami. Nastolatki które doświadczają przemocy często podejmują zachowania seksualne wysokiego ryzyka, próby samobójcze, uzależniają się od środków odurzających, mają zaburzenia odżywiania się.

    – Kobiety stanowią największą grupę cywilnych ofiar wojen. W czasie konfliktów zbrojnych wykorzystywanie kobiet stosowane jest jako instrument czystek etnicznych i broń wojenna (gwałty, przymusowe ciąże, wykorzystywanie seksualne)

    – Kobiety należące do mniejszości – etnicznych i narodowych, uchodźczynie, kobiety z różnymi rodzajami niepełnosprawności, ubogie, nieheteroseksualne są wyjątkowo narażone na przemoc.

    – Przemoc wobec kobiet, tak jak każda inna jest przestępstwem, a nie sprawą prywatną.

    – Przemoc mężczyzn wobec kobiet wydarza się niezależnie od poziomu wykształcenia, dochodów, pochodzenia etnicznego lub narodowego, wieku i religii.

    Z przytoczonych danych wyraźnie wynika, że przemoc ze względu na płeć istnieje – skoro 95% ofiar przemocy w rodzinie to kobiety i dzieci, jakiekolwiek próby symetryzowania czy bagatelizowania skali zjawiska, jest niczym innym, jak wtórną wiktymizacją ofiar. To chyba dobry moment na przypomnienie, że w sytuacji przemocy nie da się zająć pozycji neutralnej. Jeśli nie opowiadasz się po stronie ofiar, mimowolnie wspierasz sprawcę. I nawet najbardziej sztampowe hasło jakiejkolwiek organizacji kobiecej nie stanowi dla takiej postawy usprawiedliwienia.

    Źródło: http://kampania16dni.pl/zasoby-edukacyjne/przemoc-podstawowe-informacje/

  4. Zakazane ciało.

    W naszej kulturze istnieją dwa podstawowe tematu tabu: seks i śmierć. Cielesność, seksualność, sensualność i zmysłowość nadal funkcjonuje jako temat wstydliwy, o którym przyzwoici ludzie nie rozmawiają, który powinien pozostać owiany tajemnicą. Z punktu widzenia osoby analizującej zjawiska przemocy wobec kobiet, tego typu myślenie w ogóle nie zaskakuje – rozmowy o tym, jak krzywdzone i okaleczane bywają kobiety w imię tradycji i patriarchalnych zachcianek, z pewnością nie komponują się dobrze z pełnymi samozadowolenia rozmowami o seksualnych podbojach. Dość wspomnieć, że jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu utrwalona praktyką było obrzezanie kobiet mieszkających w Europie i Stanach Zjednoczonych. Rzekomo w celach medycznych. Jednak konia z rzędem temu, kto odnajdzie na kartach historii podobny masowy proceder dokonywany na genitaliach mężczyzn. Czyżby mężczyźni nie chorowali? A może to po prostu wcale nie chodziło o zdrowie, tylko o kontrolę nad kobiecym ciałem?

    Ducretowska koncepcja zakazanego ciała doskonale koresponduje z opracowaniem Emilii Garncarek na temat kobiecego ciała jako przedmiotu kontroli społecznej, a jeśli dodamy do tego klasyczne hasło feministek drugiej fali „prywatne jest polityczne” (o czym więcej w nadchodzącym numerze periodyku „Prawo i płeć”, Wyd. Centrum Praw Kobiet) okazuje się, że problematyka naznaczenia kobiecego ciała jako nieczystego, groźnego i pogardzanego jest zjawiskiem powszechnym. W takich warunkach nie sposób nie zauważyć, że uprzedmiotowienie kobiecej cielesności jest czynnikiem wspierającym stosowanie wobec nas przemocy tak seksualnej, jak również fizycznej oraz emocjonalnej.

    Źródła: Emilia Garncarek, Kobiece ciało jako przedmiot kontroli społecznej, Uniwersytet Łódzki

    Diane Ducret, Zakazane ciało. Historia męskiej obsesji, Wyd. Znak Horyzont, wyd. I

  5. (Nie)równości płciowe.

    Jak wspominam w moim opracowaniu o feministycznych teoriach prawa (z tego miejsca ładnie proszę wydawnictwo o to, by nie gniewało się na mnie za wykorzystanie tego krótkiego fragmentu przed oficjalną datą publikacji, ale nikt lepiej niż Simone de Beauvoir kwestii nierówności jeszcze nie wyjaśnił), kwestia równości, a ściślej – problemu nierówności płci stanowi punkt wyjścia wszelkich teorii prawa, które w swoich głównych nurtach zakładają uwzględnianie problematyki związanej z kobietami. Od sufrażystek i ich walki o prawa wyborcze, przez działania feminizmu liberalnego aż do współczesnego, niemal wszystkie problemy swoje źródło miały z dyskryminującym traktowaniu „drugiej płci”. Jak wspomina w swoim opus magnum Simone de Beauvoir, od początków patriarchatu (mężczyźni – przyp. aut.) uznali za właściwe, by kobieta znalazła się w stanie zależności, przeciwko niej skierowali ustawodawstwo, tak więc kobieta stała się rzeczywiście tym, co I n n e. Systemowe ograniczenie niezależności kobiety przez całe wieki funkcjonowało zatem jako naturalne prawo, którego prawideł nie wolno było podważać, a ewentualne traktowanie kobiet jak ludzi uznano za zbyt radykalne
    i zagrażające ustalonemu (przez mężczyzn) porządkowi.

    W tym punkcie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcenie do zapoznania się z treścią całego tekstu, którego premiera ma mieć miejsce jeszcze w 2019 roku.

    Źródło: S. de Beauvoir: Druga płeć, Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2014, s. 187

  6. „Seksualność kobiet nie, ale seksualizacja to już jak najbardziej” – powiedział patriarchat.

    Jak wspomniałam w punkcie 5., uprzedmiotowienie kobiecego ciała ma bardzo solidnie ugruntowaną pozycję, jest ono traktowane jako nieczyste, a patriarchalna potrzeba zakrywania go znana jest na każdym kontynencie. Paradoksalnie, to samo „godne potępienia” ciało bardzo ochoczo wykorzystywane jest na każdym kroku, gdy tylko może ono posłużyć zaspokojeniu potrzeb seksualnych tych, którym – zgodnie ze społecznym przyzwoleniem – po prostu wolno więcej. Zjawisko seksualizacji doskonale skondensowano na stronie Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny:

    Seksualizacja to zjawisko dostrzeżone w latach 90. XX wieku. Aktualnie brakuje jednej i ogólnie przyjętej definicji. Według Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego ma ona miejsce wtedy, gdy występuje jedna z następujących sytuacji:

  • wartość osoby wynika z jej atrakcyjności seksualnej lub zachowania – do tego stopnia, że wyklucza inne cechy;
  • osoba jest dopasowywana do normy, według której atrakcyjność fizyczna (wąsko zdefiniowana) oznacza bycie seksownym;
  • osoba jest uprzedmiotowiona pod względem seksualnym, czyli staje się dla innych raczej przedmiotem seksualnego wykorzystania niż osobą zdolną do podejmowania niezależnych działań i decyzji;
  • seksualność jest narzucona osobie w niewłaściwy sposób.

W odniesieniu do dzieci i młodzieży, seksualizacja stanowi przykład nakładania norm, zasad, wymogów, potrzeb, wyglądu i zachowań należących do świata dorosłych.
Źródła:

Premature sexualization: understanding the risk. Outcomes of the NSPCC’s expert seminar series, NSPCC National Society for the Prevention of Cruelty to Children, Londyn, 2011

Report of the APA Task Force on the Sexualization of Girls, American Psychological Association,Task Force on the Sexualization of Girls, 2010, http://www.apa.org/pi/women/programs/girls/report-full.pdf

Trojanowska P., Seksualizacja dzieci i młodzieży – przyczyny, przeja­wy, konsekwencje i propozycje przeciwdziałania, [w:] “Dziecko krzywdzone. Teoria, badania, praktyka”, 13(2), Fundacja Dzieci Niczyje, Warszawa, 2014

  1. Udomowienie kobiet.

    „Baby do garów”, „miejsce kobiety jest w kuchni” czy też, by zacytować chłopca z pomorskiego ONR, który postanowił zaczepić mnie przed jedną z Manif – „a kto mi zrobi kanapkę?” (w tym punkcie pragnę zaznaczyć, że jeśli dorosły człowiek nie potrafi sam sobie zrobić kanapki, to pozostaje mi tylko współczuć, bo to musi być bardzo smutne życie). Brzmi znajomo? A slogany o tym, że kobiety są bardziej wrażliwe, a mężczyźni racjonalni? Albo że kobiety po prostu lepiej gotują (chyba że zawodowo i za duże pieniądze, wtedy pamiętajmy, że najlepszymi szefami kuchni są mężczyźni, hurr durr) i sprzątają (bo, jak wiadomo, zmywarka nigdy nie wymyje dobrze naczyń, jeśli zapakuje ją mężczyzna)? To wszystko wiąże się ze zjawiskiem udomowienia kobiet.

    Oczywiście zjawiskiem skrajnie absurdalnym i antyfeministycznym byłoby odmawianie kobietom, które chcą pełnoetatowo zajmować się domem i dziećmi, prawa do podjęcia wolnej decyzji o takim, a nie innym sposobie życia. Warto jednak zaznaczyć, że jeśli taki model codziennego funkcjonowania zostaje im narzucony (a nie jest to zjawisko rzadkie), skutecznie pozbawia je niezależności finansowej (brak możliwości nauki, zarobkowania, pozostawania na rynku pracy, kontaktu ze specjalistami i specjalistkami ze swojej branży, coraz większe pogłębianie się trudności z ewentualnym powrotem na rynek pracy), a przez to powoduje całkowite uzależnienie ekonomiczne od męża. Znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy taki stan odbiera wiele narzędzi do podjęcia walki w sytuacji wystąpienia przemocy ekonomicznej, zostawiam Wam.

    9. Przemoc wobec transkobiet

    Powiedzieć, że osobom transpłciowym żyje się w Polsce ciężko, to jak nic nie powiedzieć. Muszę przyznać, że w tym punkcie wyjątkowo nie wiedziałam nawet od czego zacząć. Może więc zacznę od początku. Zgodnie z opublikowanym w 2016 roku raportem nt. przemocy wobec osób LGBT w Polsce opracowanym przez Kampanię Przeciw Homofobii i Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego, 48% osób transpłciowych doświadczyło przemocy motywowanej transfobią. Najczęściej ataki te pochodziły od osób, która ofiara znała osobiście. Codziennie mierzenie się z lekceważeniem, wykluczeniem czy otwartą agresją przekłada się na stan emocjonalny transkobiet, a ich zaniżona samoocena i poczucie „inności” może sprzyjać wchodzeniu w przemocowe relacje.
    Dlaczego trudno zaakceptować transkobiecość w walce o prawa kobiet? Boimy się czegoś, co nazywamy „męską perspektywą”, nie rozumiejąc istoty transpłciowości, wydaje się nam, że osoba oznaczona jako mężczyzna po urodzeniu jest przedstawicielką patriarchatu. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Dla tych transkobiet, które od dzieciństwa lub wczesnych lat nastoletnich wiedzą, że nie są mężczyznami, spotkania z patriarchatem to seria traum. To lata szykanowania w szkole, ukrywania ulubionego ubioru, doświadczania przemocy fizycznej i seksualnej, depresji i braku poczucia własnej wartości. Dorosłe życie przynosi o wiele więcej problemów. Jeśli na każdym kroku jest się zmuszaną do udowadniania, że jest się kimś, kto pasuje, trudno powiedzieć, że naprawdę się przynależy.

Źródło: http://codziennikfeministyczny.pl/trans-fuzja-byc-transkobieta-polsce/

*** Ten tekst nie miał być żadną formą manifestu, jednak w świetle rozlicznych wydarzeń w środowiskach pozornie równościowych, a w rzeczywistości dyskryminujących osoby transpłciowe, pozwolę sobie (a kto mi zabroni na moim blogu?) zwrócić się w ostatnim akapicie tego punktu do osób aktywistycznych: jeśli w swojej agendzie nie uwzględniacie problemów transkobiet, nie walczycie o prawa kobiet. Walczycie o swoje racje i dobre samopoczucie. Robiąc to kosztem najbardziej wykluczanych grup, przyczyniacie się do utrwalania przemocy. Albo zmieńcie swoją postawę, albo przestańcie udawać, że chodzi Wam o równe prawa.***

  1. Przemoc wobec kobiet z niepełnosprawnościami

    Według badań przeprowadzonych na zlecenie Parlamentu Europejskiego, 80% kobiet z niepełnosprawnościami doświadczyło lub doświadcza przemocy. Słownie: osiemdziesiąt procent. W przypadku kobiet z niepełnosprawnościami, podobnie jak w przypadku transkobiet, przemoc ta nie ma charakteru wyłącznie domowego, jej przejawy są widoczne również na polu publicznym. Przygotowanie i objaśnienie wszystkich form przemocy, z jakimi muszą się zmagać, jest obszerne na tyle, że powinno stać się przedmiotem osobnego omówienia. Warto zwrócić jednak uwagę na to, że kobiety z niepełnosprawnościami, poza wszystkimi przeszkodami, jakie stają na drodze wszystkich kobiet doświadczających przemocy, muszą w przypadku chęci zwrócenia się o pomoc, zmagać się również z trudnościami związanymi z metodami komunikacji (dla przykładu: ilu prawników czy pracowników socjalnych zna język migowy?) czy związanymi z cielesnością.

    11. Kobiety jako ofiary konfliktów zbrojnych.

    W lutym tego roku napisałam tekst o autobiografii Nadii Murad– laureatce Pokojowej Nagrody Nobla, jezydce, dawnej niewolnicy seksualnej Państwa Islamskiego. Jej historia i późniejsza działalność na rzecz walki z wykorzystywaniem przemocy seksualnej jako metody prowadzenia konfliktów zbrojnych budzi we mnie ogromny podziw, dlatego ogromnie polecam lekturę jej wspomnień, jak również zapoznanie się z raportem NATO, którego fragment umieszczam poniżej:

    Wykorzystywanie przemocy seksualnej w konfliktach jest obecnie uznawane, kodyfikowane i karane, jako jedno z najpoważniejszych naruszeń prawa międzynarodowego. Prawo konfliktów zbrojnych (nazywane także międzynarodowym prawem humanitarnym) oraz prawo międzynarodowe w zakresie praw człowieka określa ten rodzaj okrucieństwa, jako zbrodnię wojenną, zbrodnię przeciwko ludzkości, a także – w niektórych przypadkach – jako ludobójstwo.

    Często uważa się, że przemoc seksualna związana z konfliktami, to gwałty dokonywane na kobietach i dziewczętach podczas wojny. Jednak według definicji Statutu Rzymskiego Międzynarodowego Trybunału Karnego to zjawisko ma wiele twarzy i – poza gwałtem – obejmuje niewolnictwo seksualne, przymusową prostytucję, zmuszanie do ciąży, przymusową aborcję i sterylizację, zmuszanie do małżeństwa oraz inne formy przemocy seksualnej o porównywalnym ciężarze.

    Źródło: https://www.nato.int/docu/review/pl/articles/2017/10/26/zwalczanie-przemocy-seksualnej-zwiazanej-z-konfliktami/index.html

    12. Sprawa kobiet, czyli gdy mężczyźni czują się zwolnieni z obowiązku…

    W protestach w obronie praw kobiet głównie biorą udział kobiety. Mogłoby się wydawać, że jest to coś oczywistego, w końcu przedmiotem manifestacji są prawa i wolności kobiet. Problemem jest jednak to, że równe prawa nie są sprawą wyłącznie określonych grup. Prawa są równe wtedy, gdy dotyczą wszystkich osób. Dlatego walka o prawa reprodukcyjne nie jest wyłącznie sprawą kobiet. Nie protestując przeciwko przemocy wobec kobiet, stajemy po stronie tych, dla których obecny stan jest korzystny. Machanie ręką i pytania w stylu „no ale co niby mogę zrobić?” stały się dla mnie tak powszechne, że sama nie będę już chyba setny raz wyjaśniać tego samego. Zwłaszcza że o wiele sprawniej zrobił to Jackson Katz:

10 RZECZY, KTÓRE MOGĄ ZROBIĆ MĘŻCZYŹNI, BY PRZECIWDZIAŁAĆ PRZEMOCY WOBEC KOBIET WEDŁUG JACKSONA KATZA

  1. Przemoc ze względu na płeć dotyczy mężczyzn w różnym wieku i o różnym statusie społeczno-ekonomicznym.  Traktuj innych mężczyzn jako tych, którzy mogą przeciwdziałać przemocy, nie tylko jako potencjalnych sprawców.
  2. Jeśli twój brat, przyjaciel, kolega z pracy stosuje przemoc wobec swojej partnerki lub innej kobiety – nie bądź obojętny.
  3. Miej odwagę przyglądać się swoim zachowaniom. Zwracaj uwagę na sytuacje, w których twoje słowa lub działania krzywdzą inne osoby. Zauważaj swoje seksistowskie lub przemocowe wypowiedzi. Pracuj nad tym, by je zmieniać.
  4. Jeśli podejrzewasz, że bliska ci kobieta była ofiarą przemocy, zapytaj, czy możesz jej pomóc.
  5. Jeśli kiedykolwiek wykazywałeś wobec kobiet zachowania przemocowe, poszukaj profesjonalnej pomocy.
  6. Bądź sojusznikiem kobiet, które swoimi działaniami przyczyniają się do zwalczania wszelkich form przemocy ze względu na płeć.
  7. Zwracaj uwagę na homofobiczne zachowania lub komentarze. Protestuj, gdy jesteś ich świadkiem.
  8. Bierz udział w zajęciach, oglądaj filmy, czytaj artykuły dotyczące nierówności kobiet i mężczyzn, męskości i przemocy ze względu na płeć.
  9. Protestuj przeciwko traktowaniu kobiet jako obiektów seksualnych, jak ma to miejsce w reklamach lub programach telewizyjnych.
  10. Jeśli masz taką możliwość, przekazuj młodym mężczyznom wiedzę jak „być męskim” bez używania przemocy. Sam bądź takim przykładem.

(tłumaczenie robocze: Marcin Dziurok – wykonane na konferencję pt. „Zapobieganie agresji i przemocy wobec dziewczynek i młodych kobiet” zorganizowaną przez Fundację Autonomia, 25 listopada 2008; redakcja Magdalena Korona)

Źródło: http://kampania16dni.pl/zasoby-edukacyjne/chlopcy-i-mezczyzni-przeciwko-przemocy/

13. Tylko „tak” oznacza „tak”

Jeśli uważasz, że JAK KOBIETA MÓWI „NIE”, TO TYLKO SIĘ DROCZY, A TAK NAPRAWDĘ NA PEWNO MYŚLI „TAK”, to bardzo serdecznie zapraszam Cię do zastanowienia się nad tym, co z Tobą jest nie tak. Kobiety nie są magicznymi przedmiotami, które są zaprogramowane na kuszenie mężczyzn i które są niezdolne do wyraźnego sformułowania swoich potrzeb i opinii. Jeśli nie otrzymał*ś wyraźnej zgody na jakiekolwiek zachowanie związaną z intymnością, seksualnością, nie masz prawa kontynuować swojego działania. Zgoda może być wycofana w każdym momencie i dotyczyć jakiejkolwiek czynności (np. kobieta może chcieć uprawiać seks, ale szczególne jego odmiany stanowią przekroczenie jej granic i obowiązkiem każdej osoby jest ich uszanowanie). Jakiekolwiek próby wymuszenia, szantażu emocjonalnego („gdybyś mnie kochała…”), oszustwa (okłamanie partnerki choćby co do metod zabezpieczenia) czy groźby („zrób to i to albo…”) nie mieszczą się w zakresie dobrowolnej i konsensualnej zgody. I są po prostu przemocą.

14. Czym jest empowerment?

Empowerment (ang.) – upełnomocnienie, uwłasnowolnienie, upodmiotowienie.

(…) Pojęcie upełnomocnienia (empowermentu) jest ściśle związane z feminizmem i pedagogiką emancypacyjną. Empowerment (upełnomocnienie) jest zarówno procesem jak i stanem/rezultatem. Oznacza zmianę na poziomie indywidualnym i strukturalnym.

W rozumieniu socjologicznym empowerment odnosi się przede wszystkim do członków/kiń grup dyskryminowanych, mniejszościowych i marginalizowanych, które są/zostały wykluczone z procesów podejmowania decyzji, możliwości wpływu, posiadania szeroko rozumianej władzy (na poziomie osobistym, rodziny, społeczności, państwa i in.). Celem działań upełnomocniających jest osiągnięcie stanu, w którym ludzie u/odzyskują indywidualną i kolektywną (zbiorową) kontrolę nad własnym życiem, miejscem, postulatami, interesami, przestrzenią, prawami, językiem jakim opisywana jest rzeczywistość, w tym także oni/one itd. Dzięki upełnomocnieniu ludzie są zdolni do definiowania i działania, mają poczucie sprawczości/wpływu. Upełnomocnienie to także metoda, dzięki której można przywrócić lub uwydatnić siłę i władzę osób, które zostały jej pozbawione, lub też systemowo ograniczono możliwości jej używania i wyrażania (jak to ma miejsce w przypadku kobiet, osób należących do mniejszości narodowych i etnicznych, osób nie-białych, nie-pełnosprawnych, osób nieidentyfukujących się jako heteroseksualne i in.). Strukturalny wymiar działań upełnomocniających odnosi się do ujawniania struktur społecznych oraz barier i relacji wpływów, które podtrzymują zróżnicowanie i niesprawiedliwości/opresję.

Źródło:https://rownosc.info/dictionary/empowerment/

  1. Gdzie szukać pomocy?

    Jeśli sama doświadczasz przemocy albo wiesz lub podejrzewasz, że doświadcza jej bliska Ci osoba, wiedz, że możesz skorzystać z szerokiej oferty pomocy, jaką oferuje Niebieska Linia, jak choćby bezpłatnej infolinii (tel. 800-120-002). Jak zapewnia Pogotowie, za pośrednictwem infolinii można uzyskać wsparcie psychologiczne, informacje na temat przeciwdziałania przemocy w rodzinie, w tym o istniejących możliwościach prawno-proceduralnych oraz lokalnych placówkach pomocowych.

    Organizacje kobiece działają na terenie całej Polski, jeśli mieszkasz w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Żyrardowie czy Gdańsku, serdecznie polecam Ci zasięgnięcie porady u ekspertek Centrum Praw Kobiet. W tym roku przypada 25. rocznica powstania CPK. W tym czasie prawniczki i psycholożki udzieliły pomocy ponad 100.000 kobiet i dzieci. Osobiście poznałam kobiety, którym zwrócenie się tam po pomoc pozwoliło odmienić życie. A oto żywy dowód:

    https://www.youtube.com/watch?v=6Fc-mKE2dzo

    16. Ty.

    Być może jesteś moją rówieśnicą, feministką i aktywistką. Może masz czterdzieści lat, jesteś mężczyzną i chcesz dowiedzieć się, czym jest przemoc. Albo masz konserwatywne poglądy i już siedemnaście razy nazwałeś mnie feminazistką. Bez względu na to, co sprawiło, że nadal czytasz ten okropnie długi tekst, na pewno jesteś osobą, która w swoim życiu zderzyła się z przemocą. Może w rodzinnym domu, może w pracy, a może przez ścianę. W najlepszym wypadku znasz ją tylko ze słyszenia. Na pewno jednak możesz wykonać pierwszy krok w kierunku jej zwalczania. Wpłać darowiznę, weź udział w proteście, stań w obronie koleżanki, nie zgadzaj się na wyzywanie kobiet. Miej odwagę powiedzieć „nie”, gdy ktoś przekracza Twoje granice. Nie wstydź się prosić o pomoc. Nie udawaj, że przemoc wobec kobiet nie istnieje.
    A jeśli zastanawiasz się, co możesz zrobić z faktem, że ktoś stosuje wobec Ciebie przemoc, mam dla Ciebie specjalną wiadomość:

    Tak, to prawda, że organizacje udzielające pomocy osobom z doświadczeniem przemocy, są chronicznie niedofinansowane, przez co ich działania, nawet przy pracy wolontariackiej, bywają ograniczone. Wiedz jednak, że nie jesteś sama, prawniczki i psycholożki czekają na Ciebie, a Twoja sytuacja, choć zapewne ogromnie trudna, na pewno może ulec poprawie. Poznałam kobiety, które wierzyły w to, że nie można im pomóc, że nigdy nie uwolnią się od męża-przemocowca. Tymczasem jedna z nich rozwiodła się w ubiegłym tygodniu, wróciła do pracy, jest bezpieczna, jej dziecko również. Nie wstydź się prosić o pomoc i odważnie walcz o siebie. Wierzę w Ciebie i trzymam kciuki!

***

Z uwagi na to, że ten tekst i tak wyszedł znacznie dłuższy, niż początkowo zakładałam, zdecydowałam się podzielić go na dwie części – rekomendacje książkowe znajdziecie na blogu jeszcze przed zakończeniem kampanii. Dziękuję za uwagę i do przeczytania w najbliższych dniach!

 

Pięknego grudnia

Ada

AAAŚciemę sprzedam tanio

Kilka lat temu Ellen DeGeneres postanowiła, że poświęci pięć minut swojego programu na omówienie niezwykle poważnej kwestii, a mianowicie powita na świecie nowy artykuł na rynku wyrobów papierniczych – specjalny długopis dla kobiet. Oczywiście nie muszę dodawać, że od zwykłego długopisu tej samej firmy różnił się on jedynie kolorem (był różowy) oraz ceną (był znacznie droższy). Ellen, z typowym dla siebie sarkazmem, zachwycała się nad tą nowinką rzucając w przestrzeń pytania w stylu „dziewczyny, jak mogłyśmy wcześniej pisać takimi zupełnie zwykłymi długopisami? One nie były przecież dla nas!”. Publiczność, złożona głównie z kobiet, nie dowierzając początkowo temu, że jakakolwiek firma mogła wpaść na tak absurdalny pomysł, w końcu udzieliła twórcom tego jakże sprytnego zabiegu jedynej słusznej odpowiedzi, jaką był wybuch śmiechu przez łzy. Nie szukając jednak przykładów tak wspaniałych produktów aż za oceanem zaznaczę, że nie dalej jak w czasie ostatniego mundialu znalazłam w pewnym popularnym dyskoncie „zestaw kibica” (orzeszki, precle) oraz „zestaw dziewczyny kibica” (orzeszki w różowej czekoladzie, precle). Jeśli nie przeszły Cię jeszcze ciarki żenady, to spokojnie, podnosisz mi nieco poprzeczkę, ale jestem pewna, że prędzej czy później załamiesz ręce. Bo jest nad czym.

Oczywiście, samo odnajdywanie swojego targetu to absolutna podstawa planowania sprzedaży, nikt nie ma przecież zastrzeżeń do tego, że spotkania o książkach odbywają się w bibliotekach, a producenci obrączek wystawiają swoje produkty na targach ślubnych. Problem zaczyna się wtedy, gdy kampania opiera się na generalizacjach, stereotypach, a często nawet – na zwykłym kłamstwie. Coraz wyraźniej widać, że obecnie ogromna część kampanii reklamowych wielkich firm ma służyć utrwaleniu przekazu „my jesteśmy fajni, nasza firma angażuje się społecznie, a więc kupując nasze produkty bierzesz udział w naprawianiu świata”. I choć oczywiście nie ma nic złego w tym, że, dla przykładu, marka odzieżowa wypuszcza linię produktów stworzonych z przetworzonych surowców, nie może nam przy tym umknąć fakt, że jej pozostałe kolekcje to klasyczne fast fashion, że powstały poprzez wyzysk w krajach rozwijających się, a ich transport, składowanie i krótki okres przydatności to prawdziwy dramat dla środowiska naturalnego. Dopóki jednak aktywizm, choćby w swojej wyłącznie instagramowej formie, będzie generował zasięgi, a przez to się sprzedawał, dopóty musimy liczyć się z tym, że będą powstawały kolejne kampanie większych i mniejszych przedsiębiorstw, które dla ukrycia swoich prawdziwych praktyk chętnie podepną się pod szczytne cele. Pół biedy, gdyby robiły to choćby symbolicznie wspierając cenne inicjatywy, tymczasem w większości organizacji pozarządowych  nadal brakuje środków niezbędnych do prowadzenia choćby podstawowej działalności, a aktywiści, aktywistki i osoby aktywistycznej pracują pro bono. Kiedy więc koncerny i instytucje w swoim pustosłowiu pozornie wspierają rozmaite działania społeczne, choć w rzeczywistości nie robią absolutnie nic, by zrealizować określone postulaty choćby w swoich szeregach, mamy do czynienia ze zwykłym oszustwem. A przykłady najczęściej spotykanych ściem pozwolę sobie zasygnalizować poniżej. Uczciwie zaznaczam, że nie jestem specjalistką od marketingu, jednak – jako osoba bardzo zaangażowana w działania społeczne – na co dzień stykam się z firmami i organizacjami, które próbują poprawić swój wizerunek poprzez sztuczne, czysto pozorne podłączenie się do szczytnych inicjatyw.

Greenwashing

Greenwashing, w Polsce znany również jako „eko-ściema”, polega na wywoływaniu w potencjalnych klientach i klientkach danej firmy poczucia, że produkt, którym są zainteresowani, powstał w sposób ekologiczny, z dbałością o środowisko naturalne i zrównoważony rozwój. W niektórych przypadkach może on również manipulować odczuciami konsumentów i konsumentek przekonując, że dla danego brandu ważniejsze od samego dochodu jest na przykład prowadzenie odpowiedzialnego biznesu czy zapobieganie katastrofie klimatycznej. Jak zaznaczyłam wcześniej, firmy stosujące greenwashing często wykonują pozorne ruchy mające na celu udowodnienie nam, że „eko” to ich drugie imię, wypuszczają więc w świat choćby wspomnianą już kolekcję ubrań z bio surowców, jednak jest to zaledwie jedna czysta kropelka w morzu ich brudnej działalności. A to, że do haseł o środowisku, ekologii i kryzysie klimatycznym odwołują się koncerny paliwowe czy producenci samochodów, niech będzie najlepszym miernikiem tego, jak wiarygodne są to zapewnienia.

Doskonałym przykładem greenwashingu są wszelkiego rodzaju reklamy mięsa, w których producenci zapewniają, że ich mięso jest ekologiczne, najwyższej jakości oraz że pochodzi wyłącznie od zadowolonych krów. Całości idyllicznej wizji dopełnia zwykle piękna krowa, która wraz ze swoim słodkim cielaczkiem przegryza właśnie trawę na przepięknej łące. W rzeczywistości przemysł mięsny obecnie generuje większą emisję dwutlenku węgla do atmosfery niż cały przemysł wodny, kolejowy, lotniczy i samochodowy. Łącznie.

W czasie codziennych zakupów nagminnie zdarza się nam wszystkim obserwować hasła w rodzaju „less waste”, „30% mniej plastiku”, „naturalne” czy „20% mniej cukru” (nota bene, o co chodzi z tym brakiem przyimków?). Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to dobry znak, firmy stają się bardziej świadome, a my mniej dokładamy się do niszczenia planety. Szkoda tylko, że te zwroty w zasadzie nic nie znaczą, nawet nie wiadomo, do czego konkretnie się odnoszą. Mniej plasiku niż w jakim przypadku?  „Naturalne”, to znaczy jakie – bez konserwantów, wegańskie, prosto od rolnika? A może po prostu dajemy się łapać na mowę-trawę? Taką zieloną. Chyba.

brian-yurasits-YFiHaY2DVyE-unsplash.jpg
Fot. Brian Yurasits 

Pink-washing

W czasie, gdy w Polsce trwa regularna nagonka na osoby niecisheteronormatywne, każdy przejaw wsparcia dla osób LBGTQ ze strony rozmaitych firm wydaje się być naprawdę pięknym gestem solidarności, który zasługuje na wychwalanie działań tych przedsiębiorstw pod niebiosa. Wszystko pięknie? Nie do końca. Podczas gdy jedne firmy wprowadzają politykę równościową i prowadzą szkolenia antydyskryminacyjne, a niektóre (choć nadal nieliczne) nie wahają się również podjąć zdecydowanych działań wobec pracowników, którzy dopuszczają się homo-, bi-, czy transfobii w miejscu pracy, inne starają się podpiąć pod tęczową flagę przy jednoczesnym tuszowaniu panującego u nich wyzysku, mobbingu czy łamaniu praw pracowniczych. Nie podejmują żadnych realnych działań na rzecz tego, by choćby ich oddziały stanowiły safe space, z wielką chęcią opowiadają jednak w mediach o tym, jak bardzo wspierają mniejszości, nie szczędząc przy tym środków na firmowe gadżety z tęczową wstawką. Jak wskazują doświadczenia ostatnich miesięcy, często czynią to zresztą dzięki wsparciu krajowych organizacji pozarządowych. Oddawanie pola wyzyskiwaczom i hipokrytom na lśnienie w blasku fleszy i drobinkach brokatu jest niczym innym, jak tworzeniem przestrzeni do pink-washingu. Firma wyjdzie na tym na plus, podreperuje sobie wizerunek i najprawdopodobniej nieźle na tym zarobi. I nadal będzie prowadziła wykluczającą, przemocową politykę, przecież ma zdjęcie działu HR-u w tęczowych opaskach. Wszystko w porządku.

Ciekawym przykładem pink-washingu jest polityka gay-friendly prowadzona przez Izrael. Poprawianie swojego wizerunku i zachęcanie do odwiedzania pięknych, słonecznych atrakcji turystycznych odbywa się między innymi poprzez liczne zapewnienia na temat tego, jak postępowym i bezpiecznym dla mniejszości seksualnych miejscem jest Izrael. W folderach pełnych roześmianych par brakuje jednak dość istotnej wzmianki na temat tego, że zgodnie z raportem ONZ Izrael może być winny zbrodniom wojennym i zbrodniom przeciwko ludzkości. I że okupowana przez niego Palestyna nadal się wykrwawia. Cóż, taka wiadomość nie jest zbyt „pink”.

yoav-hornung-_FlNNNDezuw-unsplash.jpg
Fot.  yoav hornung

Woke-washing

Świadomość jest modna. I dobrze. Niedobrze jest natomiast wtedy, gdy budowanie wizerunku marki świadomej społecznie nie niesie za sobą żadnych rzeczywistych działań. A kiedy dana firma czy osoba instrumentalnie traktuje zjawiska, które wiążą się z cierpieniem ludzi, jej działania stają się zwyczajnie obrzydliwe. Sytuacja, w której przedsiębiorstwo, organizacja pozarządowa czy osoba prywatna usilnie zaznaczają, że w swoich działaniach zmierzają przede wszystkim do poprawy sytuacji osób zagrożonych wykluczeniem, osób marginalizowanych czy też będących ofiarami przemocy, podczas gdy w rzeczywistości próbują wymuskać swój wizerunek i przez to pozyskać nową klientelę czy inne profity, jest zjawiskiem równie nagannym moralnie, co powszechnym i niezwykle opłacalnym. W końcu mając do wyboru dwa szampony, dlaczego nie mamy wybrać tego wyprodukowanego przez firmę, która w swojej reklamie podkreśla, jak ważna jest dla niej różnorodność i feminizm? Cóż z tego, że ta sama firma ma w zarządzie samych mężczyzn, pracownice z małymi dziećmi są dyskryminowane, a wszystkie produkty są efektem wyzysku dziewcząt w krajach rozwijających się? Nieważne, grunt, że w reklamie wybrzmiało hasło o sile kobiet!

W ostatnich dniach na polskich ulicach pojawiły się billboardy z reklamą firmy „Adrian”, która do nowej kampanii zaprosiła panią Karolinę Piasecką – kobietę, o której usłyszeliśmy w chwili, w której zdecydowała się głośno powiedzieć o tym, ze jej mąż, prawicowy polityk, znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Pomysł zaproszenia pani Piaseckiej był sam w sobie świetny – problem przemocy domowej w Polsce wciąż jest marginalizowany i owiany tabu do tego stopnia, że w społecznej świadomości wstydem jest być ofiarą, a nie sprawcą przemocy. Między innymi dlatego jestem pod wrażeniem wielkiej siły i odwagi bohaterki kampanii. Nie znam i nie oceniam powodów, dla których pani Piasecka zdecydowała się wziąć udział w tej kampanii – to jej doświadczenie, jej trauma, jej decyzja i jej wizerunek. Prawdę powiedziawszy, życzyłabym sobie, by więcej kobiet z doświadczeniem przemocy miało w sobie siłę, by otwarcie mówić o tym, co je spotkało. Bo to nie one powinny się wstydzić.

Problem wspomnianej reklamy polega jednak na tym, w jaki sposób firma „Adrian” postanowiła posłużyć się historią pani Piaseckiej – oto widzimy postać pobitej kobiety, która siedzi w seksownym pończochach i próbuje osłonić się przed nadchodzącym ciosem ze strony swojego oprawcy. Samo zdjęcie świadczy o nieco pornograficznej koncepcji twórców reklamy, fetyszyzacji przemocy. Prowokuje? Miało prowokować. Do myślenia? Nie, do kupienia pończoch. Choć, gdyby zapytać osoby z działu marketingu, z pewnością chodziło o zwrócenie uwagi na ważny problem społeczny. Szkoda tylko, że żadnej z ofiar ta reklama bynajmniej nie pomaga. A mogłaby. W końcu „Adrian kocha wszystkie kobiety”. Od siebie podpowiem, że o wiele sensowniej firma okazałaby tę miłość do kobiet doświadczających przemocy, gdyby zdecydowała się na dokonanie przelewu na rzecz Centrum Praw Kobiet. Na wszelki wypadek zostawiam tu link przydatny do wpłacenia darowizny: Darowizna na rzecz CPK

woke
Źródło: www.thebeancast.com

Estetyzacja przemocy miała tym razem sprzedać nam rajstopy. Wcześniej Lacoste „walczyło” o zachowanie gatunków zastępując swoje legendarne logo z krokodylem ilustracjami zagrożonych zwierząt, choć jednocześnie bez oporów sprzedawali skórzane torby, buty i rękawiczki. Pepsi natomiast wypuściło w świat reklamę będącą wokewashingocepcją, zawarto w niej bowiem i protesty (świadomość! aktywizm!), i uroczy wizerunek amerykańskiej policji (halo, #BLM, ktokolwiek kojarzy?). Oraz Kendall Jenner, która swoją drogą powinna zatrudnić osobę, które weryfikowałaby jej kontrakty pod względem szczerości społecznych intencji zatrudniających ją marek, bo ostatnimi czasy modelka ma z tym niemały problem.

Nie jestem naiwna na tyle, by dziwić się temu, że reklamy kłamią. Uczciwość nie jest przecież najmocniejszą stroną kapitalizmu. Mimo to perfidne manipulacje i doprawianie sobie przez rozmaite firmy i organizacje świadomej społecznie gęby budzą we mnie głęboką odrazę. Bo to nie jest w porządku, że wycierasz sobie usta feminizmem, a płacisz mniej kobietom tylko dlatego, że są kobietami. Bo to nie jest w porządku, że zatruwasz rzeki, okrutnie traktujesz zwierzęta i produkujesz zawrotne ilości metanu, a w reklamie pozujesz na tle wesołych świnek i udajesz, że twoja firma troszczy się o środowisko. Wreszcie nie, to nie jest w porządku, jeśli seksualizujesz i estetyzujesz przemoc wobec kobiet, by sprzedać trochę więcej rajstop, a później puszczasz w świat oświadczenie, że ubóstwiasz kobiety. I nie, nie jest to w porządku, jeśli wspierasz takie działania. I bynajmniej nie jest w porządku to, że Ci to nie przeszkadza. Wybór należy do Ciebie. Kupujesz tę ściemę?

 

PS Poszukując grafik do tego tekstu natknęłam się na ofertę sprzedaży książki o greenwashingu. Proponował mi ją Amazon. Uznałam, że może rozbawi to równie mocno jak mnie.

 

 

Hasła warte uwagi:

purplewashing, queerbaiting, straightwashing, cause marketing, CSR

 

Źródła i przydatne linki:

https://www.youtube.com/watch?v=eCyw3prIWhc

Greenwashing

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/295924,1,ekosciema.read

http://odpowiedzialnybiznes.pl/artykuly/greenwashing-a-swiadomosc-ekologiczna-konsumentow/

https://www.foeeurope.org/search/foee/greenwashing

https://www.otwarteklatki.pl/spozycie-miesa-i-jego-wplyw-na-zdrowie-i-srodowisko/

https://www.teraz-srodowisko.pl/aktualnosci/nie-ma-czegos-takiego-jak-tanie-mieso-5107.html (tu znajdziecie również raport Emission impossible. How big meat and dairy are heating up the planet)

Pinkwashing

http://codziennikfeministyczny.pl/gorzka-refleksja-nad-teczowym-urokiem-czym-jest-pinkwashing-dlaczego-chcemy-tym-mowic/

http://www.rzeczovnik.pl/2019/07/pink-washing/

https://www.rp.pl/Konflikt-izraelsko-palestynski/190229320-Strefa-Gazy-Izrael-winny-zbrodni-przeciwko-ludzkosci.html

Woke-washing:

https://www.wokewashing.com/

https://www.prweek.com/article/1593479/ten-ways-brands-avoid-woke-washing

https://businessesgrow.com/2019/06/24/woke-washing/

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,25376631,producent-rajstop-instrumentalnie-wykorzystuje-przemoc-domowa.html

***

#drogaczytania jest blogiem popularyzującym czytelnictwo, sięganie nie tylko po nowości wydawnicze, ale również po mniej znane lub nieco zapomniane, a jednak niezwykle wartościowe pozycje literackie. Moje rekomendacje znajdziecie również na twitterowej grupie @BestReadPL. Współpraca: Kontakt. Zastrzegam, że nie angażuję się w inicjatywy mające na celu promocję literatury niskiej jakościowo lub promującej działania i poglądy o charakterze rasistowskim, homofobicznym, mizoginistycznym czy nacjonalistycznym.

Karawana kryzysu | Linda Polman

W reportażach o działalności organizacji niosących pomoc humanitarną mam jedną zasadę – jeśli Janina Ochojska mówi, że warto się z nimi zapoznać, to znaczy, że warto się z nimi zapoznać. W przypadku „Karawany kryzysu. Za kulisami przemysłu usług humanitarnych” dodatkową rekomendacją był fakt, że za publikację polskiego wydania odpowiada mistrzowskie Wydawnictwo Czarne, a sama autorka, znana szerzej z „Laleczek skazańców”, jest bezsprzecznie ekspertką w swojej profesji. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak tylko wziąć na tapet jej książkę, a po lekturze… cóż, po prostu serdecznie Wam ją zarekomendować.

Jak wspomniałam, pozycję tę polecała Janina Ochojska, która jest również autorką przedmowy do polskiego wydania. Bardzo ostrożnie, mądrze i szczerze przygotowuje nas w niej do oswojenia się z wiadomościami, które odkryjemy w kolejnych rozdziałach – z jednej strony przyznaje rację Polman i nie bez goryczy pisze o nadużyciach w organizacjach humanitarnych, z drugiej jednak przypomina i nawołuje, żeby nie tracić całkowitego zaufania do INGOsów, które rzeczywiście niosą pomoc tam, gdzie najbardziej jest ona potrzebna, wyczula nas jedynie na to, by uważnie przyglądać się ich poczynaniom. Czytając to wprowadzenie odniosłam wrażenie, jak gdyby była to zachęta do wzięcia głębokiego oddechu, bo za moment przyjdzie mi nurkować w oceanie przekrętów i hipokryzji. Nie muszę chyba dodawać, że już pierwszy rozdział okazał się być skokiem na głęboką wodę.

 

To książka o tym, jak nie powinno udzielać się pomocy i jakie zagrożenia związane są z jej masowością.

 

W ostatnich dniach bardzo dużo mówi się o tym, jaką pozorną (tu postawię akcent) szczodrością wykazali się miliarderzy, gdy w ogniu stanęła restaurowana katedra Notre Dame i jak niemal zupełnie bez echa w polskich mediach przechodzą informacje o pożarach na Syberii, w Amazonii czy Afryce Południowej. Zagrajmy teraz w pewną grę – ja rzucam hasło, a Wy próbujecie przypomnieć sobie jakikolwiek materiał w polskich serwisach informacyjnych opisujący sytuację humanitarną w danym kraju. Pasy zapięte? Zaczynamy!

Rwanda.

Somalia.

Sudan.

Afganistan.

Liberia.

Sri Lanka.

Haiti.

Ile udało się Wam zebrać materiału w głowach? No właśnie. Jak plotek nie lubię, tak zauważyć należy, że z często odwiedzanych polskich stacji, telewizji i portali, najwięcej o sytuacji w wymienionych przeze mnie państwach pisał… Pudelek. W kontekście zaangażowania celebrytów i celebrytek, ale jednak. Przy tak wątpliwej – nazwijmy to z braku lepszego słowa – popularności newsów na ten temat, nie dziwi fakt, że wszelkiego rodzaju nadużycia i nonsensy przechodzą również bez żadnego rozgłosu.

Polman postanowiła rozprawić się z niecnymi postępkami niektórych organizacji i przez pięć lat zbierała materiał do książki, w której w sposób przemyślany piętnuje największe błędy INGOsów – ich działanie w sposób oderwany od realiów danego terenu, niebezpieczeństwa związane z niesieniem pomocy tam, gdzie panuje reżim, który kontroluje wszystkie inicjatywy i zezwala dokładnie na to, co jest mu na rękę. Autorka zwraca uwagę na brak partycypacji miejscowej społeczności w odbudowę systemu, krytykuje, choć z pewnym zrozumieniem, zawiłości projektowego finansowania poszczególnych działań. A przede wszystkim zwraca uwagę na tym, kto najbardziej cierpi, kto zostaje pozbawiony szans i kto w efekcie na tej rzekomej pomocy więcej traci, niż zyskuje.

Jestem ostatnią osobą, która kiedykolwiek zacznie zniechęcać inne osoby do udzielania pomocy, do wolontariatów, do jeżdżenia na misje i do poświęcania swoich zasobów i energii do sprawiania, by świat stał się trochę lepszym miejscem. Po lekturze „Karawany kryzysu” ciężko jednak nie dołożyć do ogólnego i wspaniałego hasła „zaangażuj się” jednego słowa – „mądrze”. Miałam kiedyś przyjemność zaprezentować w Europejskim Centrum Solidarności moje doświadczenia z działalności aktywistycznej i ukułam sobie wtedy pewną analogię (którą być może znacie też z pewnego felietonu w magazynie feministycznym, bo zapewne zupełnie przypadkiem posłużyła się nią natychmiast ich uznana redaktorka) – działać trzeba zawsze z podwójną troską, z troską o innych i z troską o siebie. Zauważ, że gdy w samolocie dochodzi do sytuacji kryzysowej, najpierw zakładasz maseczkę tlenową sobie, aby móc następnie pomóc innym. Jeśli chcesz się zaangażować w działania humanitarne, wspomóc je finansowo albo nawet osobiście, zrób porządny research, by cała para nie poszła w gwizdek. I pamiętaj, by – w razie czego – pierwszą maseczkę założyć właśnie sobie.

Owocnej pracy!

Ada

PARAGON:

Karawana kryzysu – 0 zł, książka wypożyczona z biblioteki

PS Idę sobie przyznać order z ananasa, że nie napisałam nic o Kościele Katolickim, bo musiałabym użyć brzydkich słów, ale bardzo uczulam Was na ten wątek, bo poziom hipokryzji jego wysłanników jest porażający (a jednocześnie jest najmniejszym zaskoczeniem na świecie, nieprawdaż?).

 

***

 

#drogaczytania jest blogiem popularyzującym czytelnictwo, sięganie nie tylko po nowości wydawnicze, ale również po mniej znane lub nieco zapomniane, a jednak niezwykle wartościowe pozycje literackie. Moje rekomendacje znajdziecie również na twitterowej grupie @BestReadPL. Współpraca: Kontakt. Zastrzegam, że nie angażuję się w inicjatywy mające na celu promocję literatury niskiej jakościowo lub promującej działania i poglądy o charakterze rasistowskim, homofobicznym, mizoginistycznym czy nacjonalistycznym.

Domy bezdomne | Dorota Brauntsch

Im jestem starsza, tym mniej zwracam uwagę na publikacje z zakresu historii pisanej z perspektywy wielkiej polityki i krwawych bitew, za to coraz chętniej znoszę do domu książki o codziennych losach ludzi, dla których zabrakło miejsca na kartach podręczników historii, a którzy tę historię widzieli na własne oczy, często będąc największymi ofiarami decyzji ówczesnych decydentów. Choć nadal w pewnym stopniu interesują mnie kulisy życia oficjeli, od pewnego czasu równie wiele myśli poświęcam temu wyrywkowi dziejów, które Howard Zinn określił „historią z perspektywy żaby”. Dzięki rozmowom na ten temat, kilka tygodni temu miałam wielką przyjemność dowiedzieć się, że taki właśnie reportaż napisała siostra mojej koleżanki – nie czekając dłużej, wybrałam się na stoisko wydawnictwa, by zakupić swój egzemplarz, a po lekturze nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam zrobienie dokładnie tego samego!

O ile nie mieszkacie w wielkim mieście, w którym każdy metr kwadratowy powierzchni zielonej jest potencjalnym skarbem dewelopera, który już widzi w nim okazję do postawienia tam nowego, jakże stylowego bloku ze szklaną balustradą i generyczną ławeczką pod generyczną latarnią stojącą nad generyczną ścieżką usypaną z jasnych kamyków, z pewnością zdarza się Wam mijać stare, ceglane budynki, na których sam widok zastanawiacie się, kiedy buldożer dokończy dzieła ich zniszczenia. Czy myślicie jednak czasami, kto w nich mieszkał? Od jak dawna się tam znajdują? Jaka jest ich historia? Te oraz wiele innych pytań zadała sobie, patrząc na opuszczone domy w swojej rodzinnej Pszczynie, dziennikarka i reporterka Dorota Brauntsch. A gdy zaczęła szukać i gromadzić odpowiedzi, spod jej ręki wyszedł jeden z najpiękniejszych reportaży o historii Śląska, jaki zdarzyło mi się czytać.

 

 

IMG_20190821_144642

 

 

Sposób, w jaki ta publikacja została napisana, określiłabym jednym słowem – „ciepły”. Brauntsch nie ocenia i nie szuka winnych, cierpliwie szuka, obserwuje i rozmawia o tym, jak wyglądały dzieje pszczyńskich domostw i jaka pamięć na ich temat pozostała w głowach jej rozmówców i rozmówczyń. Jeździ, szuka, słucha. O leśniczówce i karczmie, o izbach, strychach i ruinach. O potrzebie młodych mieszkańców i mieszkanek, by drogie do utrzymania, ceglane budynki zrównać z ziemią i postawić w ich miejsce nowe, wygodne i lepiej wpisujące się w wizję tego, co obecnie uważa się za ładne. O kotach, które nie rozumieją, dlaczego ktoś zniszczył ich dom. O kobiecie, która bała się telefonu. O pszczołach, które umierają jeszcze szybciej niż pamięć.

Poruszające, a czasami zabawne historie zostały opisane w przepiękny, rozgrzewający serce i głowę sposób, tak rzadki dla tego gatunku literackiego. Czujemy słońce padające na drewniane ogrodzenie, widzimy te wygrzewające się na progach kocury. Przeplecione przez wszystkie pory roku fotografie towarzyszące przedstawianym historiom przerażają, bo uświadamiają nam, że część z nich została już zniszczona.

Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie dopatrzyła się w tej publikacji również wątku ważnej kobiety, która tak wiele zmieniła, a o której nikt już nie pamięta. Znacie na pewno to powiedzenie o Kazimierzu Wielkim, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Tak się składa, że w XV wieku dokładnie taką rolę w Pszczynie odegrała jej władczyni, Helena Korybutówna. To za jej panowania w okolicy pojawiły się budynki z cegły, dzięki którym twierdza obroniła się przed najazdem wojsk husyckich, a następnie cieszyńskich i raciborskich. Zapamiętajcie jej imię i wspomnijcie ciepło, jeśli kiedyś zdarzy Wam się przejść szlakiem pszczyńskiej cegły. I nie zapomnijcie przeczytać najpierw „Domów bezdomnych”.

 

Pięknej lektury

Ada

 

 

PARAGON:

Domy bezdomne Doroty Brauntsch, Dowody na Istnienie Wydawnictwo – 20,00 zł (cena targowa, Literacki Sopot 2019)

Agatha Christie | Nie ma zbrodni doskonałych

Raz na jakiś czas moja głowa płata mi figle i absolutnie ze mną nie współpracuje, gdy chcę rozluźnić mój stosik szczęścia. Jeszcze niedawno okropnie mnie to denerwowało i czułam, że tracę czas (a nowości nie ubywa!), na szczęście z wiekiem (seniorka urodzona w latach 90. pozdrawia!) przyjęłam do wiadomości, że nawet mój mózg ma prawo do tego, by odpocząć. To przecież doskonała okazja do tego, by sięgnąć po nieco mniej wymagające pozycje, a do tego kryminały nadają się wprost idealnie! Ostatni raz zaczytywałam się powieściami Agathy Christie, gdy kończyłam gimnazjum, uwielbiałam je i do dzisiaj pamiętam, że na wakacje do Hiszpanii zabrałam ze sobą cztery tytuły, żeby na pewno nie zabrakło mi w podróży śledztw Herculesa Poirota i panny Marple. Od tamtej pory minęło jednak trochę czasu i uznałam, że skoro za nic na świecie nie jestem w stanie dokończyć opracowania tekstów feministycznych, to przeproszę w duchu Irenę Krzywicką i sięgnę po Christie. Na potrzeby dzisiejszego wpisu wybrałam trzy tytuły, które szczególnie pragnę Wam polecić, ale prawda jest taka, że Agatha Christie należy do autorek, które zawsze trzymają poziom, dlatego śmiało ściągnijcie z półki jakąkolwiek z jej książek, a na pewno nie spotka Was zawód.

 

Zło czai się wszędzie

To pierwsza książka Christie, jaką przeczytałam, być może dlatego do dzisiaj pozostaje moją ulubioną. Elegancki hotel, znamienici goście, wystawne kolacje i… morderstwo. Kto i dlaczego zdecydował się zabić Arlenę Marshall? Dochodzenie w tej sprawie prowadzi Hercules Poirot, belgijski detektyw, bon vivant i znakomity znawca ludzkiej psychiki. Sposób, w jaki prowadzi rozpoznanie, jak rozmawia z gośćmi hotelu i jakie kroki podejmuje, by wykryć sprawcę oczywiście również i nas naprowadza na rozwiązanie, charakterystyczne jednak w serii o jego sprawach jest wprowadzenie punktu zwrotnego pod sam koniec powieści – ten kryminalny Deus ex machina tylko pozornie jednak przestawia całą sprawę do góry nogami, uważny czytelnik i czytelniczka są w stanie bardzo szybko wychwycić wszystkie detale niezbędne do rozwiązania zagadki zwykle już na początku utworu. Czy jednak świadomość, że wiemy, kto jest winny, jakkolwiek nam przeszkadza? Nieszczególnie. Sam język powieści i prowadzenie akcji jest na tyle wartkie i przyjemne, że Uwielbiam tę postać i nawet nie gniewam się, że dla mnie zawsze będzie miała serialową twarz Davida Sacheta – cóż poradzić na to, że do roli Poirota wybrano tak dobrego aktora?

 

A.B.C.

Kolejna powieść o śledztwie w wykonaniu belgijskiego detektywa – tym razem ofiary są dobierane przez przestępcę w sposób pozornie przypadkowy, jednak przy każdej z nich Policja odnajduje rozkład jazdy pociągów (potocznie zwany ABC), zabójstwa dokonywane są w porządku alfabetycznym, a sam sprawca podpisuje się jako „A.B.C.”. Jedna z najbardziej poplątanych książek o Herculesie Poirot, ale za to już we wstępie poznajemy pewien sekret samego genialnego detektywa, więc na pewno warto się skusić! Lektura idealna na dwa długie, letnie wieczory, najlepiej smakuje w towarzystwie angielskiej herbaty i belgijskiej czekolady.

PS „A.B.C.” jest dla mnie książką wyjątkową również o tyle, że – jak naprawdę rzadko – nie udało mi się prawidłowo wytypować zabójcy – tyle lat sumiennej nauki przedmiotów okołokryminologicznych jak krew w piach!

Agatha

 

Śmiertelna klątwa

Zbiór opowiadań o śledztwach panny Marple to z jednej strony błyskotliwe dialogi i atmosfera niecierpliwego oczekiwania na rozwiązanie każdej z zagadek, a z drugiej bardzo silnie zaakcentowana mądrość kobiet prowadzących pozornie nudne życie na prowincji. Autorka zbudowała postać opierając się na stereotypowym postrzeganiu „starej panny” z małej miejscowości poprzez zaakcentowanie jej pewnej nieporadności i wścibstwie, przełamała jednak ten często pogardzany wizerunek pokazując w każdym z opowiadań, że tak naprawdę w Jane Marple drzemie wielka siła, spostrzegawczość i wnikliwość, a jej umiejętność analizowania wypadków i łączenia wątków niejednokrotnie zawstydza nawet zawodowych policjantów. Detektywce – amatorce daleko do wielkomiejskiego blichtru, w jakim najlepiej odnajdywał się Poirot, jednak jej sukcesy dochodzeniowe często mogłyby zawstydzić genialnego Belga. Porywające historie i dużo życiowej mądrości. Wyborne!

Dzisiejszym wpisem z jednej strony chciałabym zachęcić Was do dołożenia do swojego wakacyjnego bagażu przynajmniej jednej książki autorstwa Agathy Christie, z drugiej jednak strony mam w tym swój inny niecny plan – jak pisałam w poprzednich wątkach, współpracuję z Festiwalem Literacki Sopot, na którym w tym roku pochylamy się nad twórczością brytyjskich pisarzy i pisarek. Oczywiście, oprócz moich ukochanych Jane Austen i Virginii Woolf, na tapet bierzemy również królową kryminałów (tę prawdziwą, a nie jakąś tam podrabianą). Tak się składa, że nawet przestrzeń, w której odbędą się „moje” spotkania, dzielę z organizatorkami wydarzeń związanych z Agathą Christie, będzie nam zatem wszystkim niezmiernie przyjemnie, jeśli za miesiąc spotkamy się w Sopocie, a Wy przyjedziecie do nas gotowi i gotowe na spotkanie z zagadkami! To jak, umowa?

Kłaniam się wakacyjnie

Ada

PARAGON:

  1. Zło czi się wszędzie, Wydawnictwo Dolnośląskie – 14,99 zł (wydanie kieszonkowe)
  2. A.B.C., Wydawnictwo Dolnośląskie – 4,99 zł (promocja w dyskoncie)
  3. Śmiertelna klątwa, Wydawnictwo Dolnośląskie – 4, 99 zł (promocja w dyskoncie)

SUMA: 24,97 zł

Kiedyś tu było życie…

Od kilku lat zdarza mi się prowadzić spotkania autorskie z pisarkami i pisarzami. Choć ostatnimi czasy staram się raczej ograniczać takie zlecenia, bo miło byłoby czasami się wyspać, to mam w swoim środowisku osobę, której ufam w ciemno i której propozycje spotkań nigdy mnie nie rozczarowały. W minioną sobotę, właśnie dzięki tej wspaniałej osobie, miałam wielką przyjemność poprowadzić spotkanie z Katarzyną Dudą, prawniczką, politolożką i autorką wspaniałego reportażu „Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda”. Wiem, że długi weekend i spotkanie w środku dnia nie jest najlepszą porą na takie wydarzenia, dlatego, choć jestem zachwycona frekwencją, pozwolę sobie napisać dla Was mały wyciąg z naszej rozmowy. Niestety, nie będzie wesoło. Co więcej, w jednym akapicie będzie mały spoiler ostatniego odcinka „Czarnobyla” (prod. HBO), więc przymknijcie w tym fragmencie oczy!

„Kiedyś tu było życie” to zbiór dwudziestu rozmów z osobami, które stały się ofiarami transformacji ustrojowej, dla których realia Polski z wizji Leszka Balcerowicza okazały się być gorsze od najczarniejszych wizji i dla których okres PRL nie oznaczał tylko legendarnych pustych półek w sklepach i Milicji atakującej protestujących robotników. Dla bohaterów i bohaterek tej książki okres Polski Ludowej oznaczał też pewność zatrudnienia, bezpieczeństwo, umowę o pracę i poczucie godności wynikającej z możliwości życia na zadowalającym poziomie. Te cztery wartości, których wiele osób z mojego pokolenia nie miało jeszcze okazji odczuć na własnej skórze.

 

 

W trakcie spotkania Autorka wiele uwagi poświęciła warunkom zatrudnienia osób outsourcowanych, których zatrudnienie jest rezultatem zamówienia publicznego. Osoby sprzątające szpitale, urzędy i ministerstwa, ochroniarze i ochroniarki, pracownicy i pracownice społeczne, ludzie pracujący w portierniach, szatniach i magazynach – mogłoby się wydawać, że skoro podmiotem pośrednio opłacającym ich wynagrodzenie jest instytucja publiczna, warunki zatrudnienia powinny być absolutnym wzorem do naśladowania. Nie wdając się w szczegóły legislacyjne – nic bardziej mylnego. Mobbing i stawki rzędu pięciu złotych za godzinę były codziennością choćby w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji aż do czasu ostatniej nowelizacji. Szok? W takim razie zapraszam do dalszej lektury.

Wielkie zmiany gospodarcze po roku 1989 to również uderzenie w przemysł. Zamykanie kopalni, hut, przetwórni, PGRów, fabryk czy szwalni oznaczało dla całych regionów Polski ogromny wzrost bezrobocia, szczególnie pośród robotników i robotnic. To przeskok z godnego życia i wczasów pod gruszą w kredyty, biedę, wstyd i brak środków na zakup butów dla dzieci. I nie wynikało to z – by zacytować panią Ewę Balcerowicz z jej ostatniej wypowiedzi dla telewizji śniadaniowej – ich braku chęci do pracy i predyspozycji, a z nagłego, całkowitego zniszczenia wielkiej branży, w której pracowali niekiedy przez połowę życia. Wykwalifikowani robotnicy i robotnice musieli znaleźć inne miejsce pracy, co w nowej rzeczywistości oznaczało często wejście do szarej strefy lub zatrudnienie się u różnego poziomu uczciwości przedsiębiorców. Praca na czarno? Ależ owszem. Złotówka za godzinę? Jak najbardziej. Mobbing? Łamanie przepisów BHP? Czego sobie tylko życzycie. I to wszystko we wspaniałej i jakże aktualnej atmosferze „na twoje miejsce jest dziesięć innych osób”. Pyszności.

Spotkanie stało się również pretekstem do rozmowy o jednej z bohaterek książki, pani Danucie, która zapytana o swój udział w stowarzyszeniach czy związkach zawodowych wypowiada niezwykle gorzkie i znaczące zdanie „nie zrzeszam się, bo nie mam z kim”. Opowiada również o swoim wyjeździe na Kongres Kobiet, na którym panel o kobietach mieszkających na wsi prowadziły wyłącznie wykształcone kobiety z klasy średniej. Oczywiście wszystkie mieszkające w mieście. Muszę przyznać, że w trakcie czytania tego fragmentu pomyślałam o tym, jak sama organizowałam panel o niealimentacji dla lokalnej wersji Kongresu i choć nadal uważam, że poznane dzięki temu wydarzeniu ekspertki były niepowtarzalne i wspaniałe, z lekkim wstydem myślę o tym, że przyłożyłam rękę do wydarzenia, którego centrala wypięła się później na prawa i potrzeby ochroniarek zabezpieczających jedną z edycji. Wstyd, siostry feministki. Wielki wstyd.

Jednym z najbardziej angażujących publiczność wątków było odszukanie logiki w rozumowaniu „praca ochroniarza na śmieciówce za minimum krajowe to wstyd, ale śmieciówka, minimum krajowe i owocowy czwartek w korpo to już super sprawa, bo mamy klimatyzowane biuro, NO I TE ANANASY W ŚRODKU TYGODNIA”. Smutna konkluzja tej dyskusji zamyka się niestety w dwóch frazach – karmieniu pracowników nadziejami o tym, że ich los może się w czasie magicznego „kiedyś” polepszyć, jak również w uznaniu słuszności postępowania jednej z bohaterek książki, która skazana na pracę do końca życia w warunkach urągających człowieczeństwu raz na jakiś czas skreśla kupon totolotka wierząc, że to jedyne wyjście z jej tragicznego, patowego położenia. Gdy własna praca daje ci zerowe szanse na poprawę warunków bytowych, nawet totolotek staje się bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem twoich problemów. I tylko ciężko uwierzyć, że mowa tu o Europie w 2019 roku.

– TU JEST SPOILER CZARNOBYLA – Spotkanie zamykał temat idei taniego państwa i tego, co się „opłaca”. O tym, jak zaciskanie pasa w pierwszej fali odbiło się na najsłabiej chronionych grupach zawodowych, jak zmniejszanie kosztów administracji oznaczało masowe zwolnienia i przejście na skandaliczne outsourcingi. I, co ciekawe, doskonałą puentą tego tematu wydał mi się fragment ostatniego odcinka genialnej miniserii HBO pt. „Czarnobyl”, w której zapytany przez sąd o przyczyny eksplozji (przy uwzględnieniu ilości reaktorów, w których nigdy do takiego wypadku nie doszło) sfrustrowany naukowiec opowiada o metodach budowy elektrowni i kończy wypowiedź krótkim „bo tak było taniej”. Tak było taniej, dlatego musiało dojść do tragedii. Tak było taniej, dlatego doszło do wielkiego skażenia i śmierci wielu niewinnych ludzi. Wreszcie tak jest taniej, dlatego bieda w Polsce ma się świetnie, dlatego ludzie odbierają sobie życie, bo nie widzą możliwości wyjścia z zadłużenia, dlatego wiele dzieci nadal nie zjada w ciągu dnia ani jednego ciepłego posiłku. No ale tak jest taniej. Tylko dla kogo?

 
***

Ogromnie dziękuję za możliwość przeprowadzenia tego arcyciekawego spotkania, dziękuję wszystkim obecnym Osobom za Wasz czas i zaangażowanie w rozmowę, dziękuję Kasi za obecność i doskonałe pointy. I dziękuję Wam za uwagę.

Książkę możecie (a polecam ogromnie!) zakupić tutaj.

Ukłony i życzenia godnej pracy i płacy

Ada

#3xKultura

Choć jestem w samym środku zawodowo – osobistego tornada uznałam, że nie mogę dłużej odkładać pisania o tym, co nowego w kulturze – nie po to przebudowywałam bloga, by zostawić go teraz bez nowych wpisów! I choć oczywiście nie zamierzam rezygnować ze stałych rekomendacji (w myśl przyjętej na samym początku istnienia Drogi „jedna książka z nowości, jedna z biblioteki i jedna z antykwariatu”), bardzo chciałabym też podzielić się z Wami pysznościami z innych dziedzin sztuki. Na szczęście WordPress (prawie) wszystko przyjmie, dlatego śmiało i radośnie zapraszam Was na nowy cykl – #3xKultura! W każdej odsłonie będę polecać Wam spektakle, koncerty, miejsca, wydarzenia, filmy, dokumenty i artykuły, na które szczególnie warto zwrócić uwagę. Będzie smakowicie, wyjątkowo, feministycznie i od serca. Zapraszam!

 

DOKUMENT

Knock down the House”, reż. Rachel Lears (Netflix)

Do tego, że potrzebujemy więcej kobiet w polityce, nie muszę chyba nikogo przekonywać – skoro stanowimy połowę społeczeństwa, powinnyśmy sprawować połowę władzy. Proste? Proste. Istotne jest jednak to, by polityczki reprezentowały nasze interesy – strażniczki patriarchatu, które ochoczo podtrzymują krzywdzące status quo nie łapią się na tę kategorię i pozostaje nam mieć nadzieję, że będą stawały się coraz mniejszą grupą. Choć nigdy nie było moim zamiarem przemycanie polityki do wpisów na blogu, to chyba dobry moment na to, by rozwiać wątpliwości wielu domorosłych filozofów, którzy dopatrują się „braku logiki” u osób feministycznych, które nie popierają kobiet, które działają w polityce, a które wkładają wiele pracy w ograniczanie praw i wolności człowieka. Otóż wyjaśniam – feminizm zakłada równość wszystkich ludzi, a więc popieranie osób utrwalających nierówności nie może być – z definicji – feministyczne. Nawet jeśli te osoby akurat są kobietami. Bo seksizm nie ma płci.

Całkowite poparcie i – nie bójmy się tego słowa – wdzięczność możemy natomiast okazać tym, które z pełną świadomością nadchodzącego hejtu i pogardy zdecydowały się powiedzieć „teraz ja”. Takim właśnie kobietom, a konkretnie czterem Demokratkom, Netflix postanowił poświęcić dokument o ostatnich wyborach do Kongresu. I wyszło z tego nieprawdopodobnie inspirujące dzieło! Alexandria Ocasio-Cortez, Amy Vilela, Paula Jean Swearengin i Cori Bush ujawniają wzloty i upadki swoich kampanii, dzielą się swoimi motywacjami, obawami i marzeniami. Odwiedzamy ich sztaby i domy. A przede wszystkim dostajemy solidną dawkę inspiracji i girl poweru! Jestem zachwycona tą produkcją, polecam ją wszem wobec i niecierpliwie czekam na polską AOC. Gdy tylko skończycie oglądać „Knock down the House”, dowiecie się dlaczego.

 

knock down the house
Źródło: oficjalna strona dokumentu

 

SPEKTAKL

Śniący Chłopiec”, reż. Maciej Gorczyński (na podstawie sztuki Hanocha Levina), Teatr Miejski Miniatura (Gdańsk)

Spektakl, na który nie byłam gotowa emocjonalnie. Wchodząc do teatru wiedziałam, że za chwilę obejrzę sztukę o dzieciństwie, że pojawią się tam wątki psychoanalityczne (co dla mnie akurat jest plusem, choć wiem, że ten nurt budzi rozmaite emocje). Nie spodziewałam się jednak, że będę się bała, że będzie mi źle, że będzie mi słabo i że wyjdę oszołomiona, choć zachwycona.

Tytułowy Chłopiec oraz jego Matka muszą uciekać ze swojego domu, próbują znaleźć bezpieczne schronienie, choć na swojej drodze… podzielają los dziesiątek tysięcy uchodźców i uchodźczyń. Levin początkowo zamierzał opisać losy Żydów w czasie Zagłady, jednak z czasem zuniwersalizował swoją sztukę nadając jej wymiar ponadczasowy. Wojny, strach i walka o życie swoje i swoich dzieci trwają, nawet jeśli chwilowo to nie nasze dachy są bombardowane. Mamy do czynienia ze sztuką głęboko zaangażowaną społecznie, poruszającą kwestię uchodźstwa, wykorzystywania seksualnego, wojny, nienawiści, macierzyństwa, kształtowania się charakteru człowieka na etapie dzieciństwa. Posłużenie się w niej maskami, teatrem dramatycznym i teatrem tańca na naprawdę wysokim poziomie nadają tej sztuce tak wiele emocji, że po wyjściu z teatru uznałyśmy z koleżanką, że to wino, na które miałyśmy się udać, wypijemy innym razem, bo w tamtej chwili musiałyśmy pobyć same. Boję się napisać coś więcej o tym przedstawieniu, bo nie chcę zdradzać Wam szczegółów spektaklu, dlatego ograniczę się do „ogromnie polecam”!

 

TM_SNCHLOPIEC_2
Fot. Piotr Pędziszewski, oficjalna strona Teatru

 

SERIAL

The Act”, reż. Michelle Dean, Nick Antosca (HBO GO)

Muszę się przyznać – zaczęłam oglądać ten serial dla Patricii Arquette, której talentu nigdy nie mam dość. I wpadłam. Nie spałam do czwartej nad ranem, ale obejrzałam wszystkie dostępne wówczas odcinki. Co prawda moja terapeutka westchnęła ciężko, gdy kolejny raz zaczęłam opowiadać o „wspaniałej produkcji o przemocy” (choć to chyba i tak lepiej niż moje klasyczne „miałam zły dzień, więc włączyłam Melancholię von Triera”), ale – o rany – jakie to jest dobre! Niestety, z bólem serca przyznaję, że w miarę rozwoju fabuły akcja traci na wartkości i dwa ostatnie odcinki są nieco nużące, ale sama historia choroby jednej z głównych bohaterek jest fascynująca. Oparty na prawdziwych wydarzeniach serial jest filmową adaptacją jednej z najsłynniejszych historii kryminalnych w USA. Cierpiąca na ewidentny zastępczy zespół Münchhausena Dee Dee Blanchard zostaje zamordowana we własnym łóżku, a jej chora, poruszająca się na wózku córka Gypsy Rose znika bez śladu. Lokalna społeczność, uważająca Dee Dee za doskonałą, ogromnie poświęcającą się dla swojego dziecka kobietę, jest przerażona tym, że ich spokojna okolica w Missouri została naznaczona tak okrutną zbrodnią. Kto jednak jest prawdziwą ofiarą? Dlaczego doszło do tego zabójstwa? Z czyjej ręki zginęła Dee Dee? Rzadko zdarza się, by w produkcjach typu true crime bardziej niż „kto” interesowało nas „dlaczego” ktoś zabił. Tym razem jednak twórcy grają z nami w emocjonalnego tenisa przerzucając nasze emocje na skrajne strony kortu, a wspomniana już Arquette bije własne rekordy aktorskiego geniuszu. Jest tak wybitna w tej roli, że aż nie mogę jej znieść. A Ty? Kogo tak naprawdę jest Ci szkoda? Podpowiedź: więcej niż jedna odpowiedź może być prawidłowa. Włącz HBO GO i przekonaj się sam/a.

Udanych seansów i wielkich przemyśleń!

Ada

 

***

Obrazy pochodzą z zasobów Wikipedii, „Knock down the House” jest dostępny na platformie Netflix, a „The Act” – na HBO GO. Repertuar Teatru Miniatura oraz materiały na temat spektaklu znajdziecie na stronie Teatru.