Czytelnicze paranoje

Kilka tygodni temu Biblioteka Narodowa opublikowała wyniki badań, których zadaniem było zmierzenie poziomu czytelnictwa w Polsce w 2017r. Trzeba przyznać, że niemal natychmiast wybuchła jakaś ogólnokrajowa histeria. Podniosły się głosy pełne przerażenia, pojawiły się apokaliptyczne wizje upadku społeczeństwa. Przede wszystkim jednak zalała nas fala komentarzy pękających od nadmiaru samozachwytu i poczucia wyższości tych, który w ubiegłym roku przeczytali dwie książki i więcej. W końcu zgodnie z opinią BN, stali się elitą. I wiecie co? Strasznie się z tego śmieję. A teraz napiszę Wam, dlaczego.

Czytam naprawdę sporo, w zasadzie nie ma dnia, żebym nie przeczytała choć kilkudziesięciu stron, jest bardziej prawdopodobne, że zapomnę z domu telefonu niż książki, a mój kopiec mola musiał zostać podzielony na kilka rzędów, bo istniało ryzyko zawalenia. Czasami myślę jednak, że mogłabym iść na jakiś rekord, co dwa dni chwalić się w mediach społecznościowych nowym tytułem i absolutnie wymiatać we wszystkich rankingach. Wrzucać na Instagram pastelowe zdjęcia z piękną okładką i donutem, załatwić sobie dwa boty (to tak działa? mój mózg odmawia zapamiętania mechanizmu działania tego zjawiska) i chwalić się na prawo i lewo, że nie jestem statystyczną Polką, bo lubię czytać książki i w ogóle gardzę pospólstwem, które – hehe – ogląda durne, polskie seriale. Nie to co ja, intelektualistka. Mogłabym tak robić, a co! Uniemożliwia mi to jednak przyzwoitość, szacunek do ludzi i cóż, no tak, miłość do czytania.

Bardzo mnie bawią komentarze pisane z piedestału „ja, wielki czytelnik, powiem wam, plebsowi, jak bardzo wami gardzę, bom przeczytał trzydzieści książek w 2017” – rzeczywiście, nic tak dobrze nie działa na budowanie wizerunku miłośnika literatury jak pokazanie, jak wielkim jest się bucem. Gratulacje! Ironiczny uśmiech budzą też we mnie pełne przerażenia opinie „wszyscy wyginiemy, Polacy nie czytają, do czego świat zmierza, kiedyś to były czasy!”. Nie wiem, o jakich czasach mowa i jak dawno było to „kiedyś”, ale to nie jest pierwszy rok, w którym wyniki tych badań stoją na takim poziomie – w stosunku do 2016r., zmieniły się one o jeden punkt procentowy, więc nie rozumiem zaskoczenia. Jest też trzecia grupa, wypieraczy, którzy konsekwentnie idą w zaparte, że nie czytają i czytać nie będą, bo nie mają czasu na książki, bo w przeciwieństwie do innych (kimkolwiek nie byliby ci „inni”) ciężko pracują. Witam w świecie dorosłych ludzi – pracujemy (czasami na dwóch etatach), uczymy się, mamy swoje rodziny, kredyty, choroby. Istnieje ogromna paleta cech, które czynią każdą osobę wyjątkową, ale spędzanie wielu godzin w pracy naprawdę się do niej nie zalicza. Byłoby wspaniale, gdyby każdy miał ukochane zajęcie, na którym spędza dokładnie tyle czasu, ile chce, ale niestety często tak nie jest. Wiem, co mówię, bo sama pracuję na etacie, uczę się, miesiąc zaczynam od opłacenia szeregu należności, od czterech lat choruję na depresję, a do tego mieszkam „na dwa domy”, które znajdują się w dwóch różnych miastach, więc do wszystkich tych wspaniałości dochodzą niezliczone godziny spędzone na dojazdach. I uwaga, czytam. I żyję. I nie szukam wymówek. I jeszcze się zapisałam na siłownię. I co? Nadal nie masz czasu na te pięć stron książki dziennie? Nie chcesz, nie czytaj, ale nie używaj argumentu „tylko nieroby mają czas na lekturę”, bo to strasznie niemądre.

mugol
Źródło: Pinterest

Dobrze, ale zostawmy malkontentów. Wróćmy do moich ulubionych samozwańczych mentorów czytelniczych żyjących w przekonaniu, że jeśli odhaczyli w ciągu roku sto książek, to mogą wszystkich pouczać, jak należy żyć. Tu otwierają się wrota do piekła, a w zasadzie piekiełka. Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że czytanie czegokolwiek ma swoje dobre strony – to takie uspokajające, relaksujące zajęcie, które dodatkowo ćwiczy pamięć i pozytywnie wypływa na nasze słownictwo i styl mówienia. Jednak sięganie wyłącznie po kiepskie kryminały (bez nazwisk), egzaltowane romanse, poradniki (to nawet nie są książki!) czy powieści bez fabuły i sensu, to nie jest jakiś imponujący fundament. Czy coś komuś mówi wyrażenie „jakoś, nie ilość”? Niezmiennie bawi mnie mierzenie poziomu czytelnictwa poprzez liczenie, ile książek zostało wypożyczonych czy kupionych. Pominę już czytanie online (w tym to pirackie, którego nie pochwalam, ale nie zamierzam udawać, że nie wiem o jego istnieniu), ale przede wszystkim, umówmy się choćby na potrzeby tego wpisu, że lektura Seneki czy nawet dobrego reportażu zajmuje więcej czasu i wymaga większego zaangażowania niż dwa wieczory z oderwanymi od prozy życia policjantami, którzy łapią mordercę w dwunastym rozdziale, ich praca to pasmo mrożącej krew w żyłach akcji, a Kodeks Postępowania Karnego nie pojawia się nawet jako bohater siódmego planu. I super, i świetnie, takie lektury też są potrzebne. Tak jak ciało zwykle działa na wysokich obrotach i czasami musimy się położyć, tak samo umysł nie może funkcjonować nieustannie i po prostu od czasu do czasu wymaga czegoś lekkiego i przyjemnego. I bez wyrzutów sumienia mamy prawo do tego, by odpoczywać tak jak lubimy, koniec kropka. Zanim jednak zabierzemy głos w dyskusji o poziomie czytelnictwa w kraju, spójrzmy w lustro i zadajmy sobie kilka ważnych pytań – czy lektury, po które sięgam, sprawiają, że jestem mądrzejszym, wrażliwszym człowiekiem? Czego dowiedziałam się z książek w ostatnim roku? Kiedy płakałam nad lekturą? Czy choć raz szczerze się zachwyciłam? Czy te książki cokolwiek we mnie zmieniły?

Jeśli odpowiedzi są twierdzące – brawo, robisz to dobrze. Jeśli jednak właśnie się zapowietrzasz i uważasz, że jestem głupia, bo Ty szukasz w książkach rozrywki – w porządku, baw się dobrze, w czytaniu w dużej mierze właśnie o to chodzi. Tylko bądź ze sobą szczery i szczera zanim następnym razem zabierzesz głos w dyskusji, bo Twój wysoki na dwa metry stos książek przeczytanych w ubiegłym roku nie robi na nikim wrażenia. Nie jest dziełem sztuki, nie jest społecznie użyteczny, nikomu nie pomógł, w sumie to troszkę się nawet czasami z niego śmiejemy. Wyluzuj, ekspercie. I poczytaj coś dobrego – to o wiele przyjemniejsza czynność niż leczenie kompleksów cudzym kosztem. Spróbuj.

Ściskam wiosennie

Ada

PS A jeśli chcecie przeczytać coś mądrego o tym, jak poprawiać poziom czytelnictwa w Polsce, polecam tę publikację Wydawnictwa Krytyki Politycznej:

szwecja-czyta-polska-czyta
Źródło: strona Wydawnictwa 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s