Przyjmuję wyzwanie! Moje czytelnicze miłości

Od kilku tygodni na Facebooku trwa zabawa polegająca na rzucaniu swoim znajomym wyzwania „wskaż najważniejsze książki swojego życia”. Zasada jest prosta – przez kilka  codziennie dodajemy jeden tytuł, który szczególnie wpłynął na nasze życie. Sama dostałam już kilka takich nominacji, ale z uwagi na średnie siły przerobowe o swoich ukochanych lekturach mogę napisać dopiero teraz. Julio, Aniu, Zuzo, Basiu – przepraszam za opóźnienie i nadrabiam zaległości!

  1. „Ania z Zielonego Wzgórza”, L. M. Montgomery

    Kochałam Anię tak bardzo, że w zasadzie do dzisiaj nie zarzuciłam planu odwiedzenia kiedyś Wyspy Księcia Edwarda. Ciepło i mądrość bijące z tej książki zawsze otulały mnie niczym kołderka i bez względu na to, co akurat działo się w życiu Ani, kibicowałam jej i czułam w niej siostrzaną duszę. Łączyła nas marzycielska natura i miłość do książek, pisania czy przyrody, ambicja, zadziorność i pracowitość. A o tym, że Ania była też jedną z pierwszych feministek, pisałam tutaj.

  2. „Zabić drozda” H. Lee

    Atticus do dzisiaj jest moim ulubionym książkowym prawnikiem – gdy przez pewien czas myślałam o tym, by pracować w todze, wiedziałam, że to jego sposób pracy i podejścia do ludzi powinien być moim drogowskazem. Z czasem plany się zmieniły, ja się zmieniłam, ale „Zabić drozda” nadal pozostaje jedną z najważniejszych lektur w moim życiu. O szacunku i równości, o myśleniu ponad stereotypami, o czułości i wrażliwości na drugiego człowieka, ale również o niesprawiedliwości i o tym, jak okrutni potrafią być ludzie. Często do niej wracam i za każdym razem porusza mnie tak samo.

    zabic drozda
    Źródło: antykwariat.waw.pl
  3. „1984” G. Orwell

    Pozycja tak oczywista, że nawet nie wiem, czy jest sens uzasadniać ten wybór. Geniusz w czystej postaci.

  4. „Dzienniki” A. Osiecka

    Gdyby nie to, że w chwili śmierci Agnieszki Osieckiej byłam już w przedszkolnej grupie motylków (czyli sprawa była już poważna), byłabym skłonna uwierzyć, że w poprzednim życiu byłam właśnie nią. Rzadko się zdarza, by w de facto zupełnie obcej osobie odnaleźć dokładnie swoją wrażliwość, uważność na słowo i trudną, ale jednak wielką miłość do ludzi. Tyle łez uroniłam nad jej tekstami, tyle razy czułam ból wczytując się w jej dzienniki… Całe szczęście, że tak wiele notatek się zachowało i zostało wydanych.

  5. „Rozważna i romantyczna” J. Austen

    Och, ale jak to? Romans jedną z najważniejszych książek w życiu? No Ada, co ty? Bardzo fajnie, sprowadzajmy dalej twórczość Jane Austen do poziomu romansideł, a wszyscy trafimy do Huffelpuffu. Tymczasem wszystkie jej książki to doskonałe satyry, bezwzględne obśmianie snobizmu i wytknięcie szeregu nierówności, którymi patriarchalnie pojmowana tradycja krzywdziła kobiety, osoby „z nieprawego łoża”, osoby uboższe czy po prostu „niewłaściwie” urodzone. Gdybym była tak bystra jak Jane i umiała tak pisać, to wszystkie osoby wokół mnie stale musiałyby mieć się na baczności. Na szczęście jesteście bezpieczni/e.

  6. „Eichmann w Jerozolimie” H. Arendt

    Hannah Arendt jest jedną z moich ulubionych filozofek, a jej praca o procesie Eichmanna powinna być nie tylko lekturą obowiązkową na studiach prawniczych i filozoficznych, ale bardzo poważnie zastanowiłabym się nad umieszczeniem jej w kanonie lektur w szkole średniej. Tak krytyczne i odważne podejście do tematu, tak wytrwała obrona swojego stanowiska i umiejętność przeciwstawienia się swojemu nauczycielowi i mentorowi zasługują na najwyższe uznanie. Do tego, o rany, jak ta kobieta pisała! W jej tekstach nie ma zbędnych słów, tam wszystko jest w punkt i bez owijania w bawełnę. I tylko szkoda, że w polskich księgarniach i bibliotekach jest jej tak mało.

  7. „Siostra outsiderka” A. Lorde

    Długo zastanawiałam się, który z klasyków literatury feministycznej jest moim ulubionym i paradoksalnie mi, białej heteroseksualnej Polce najbliżej jest chyba do publikacji czarnoskórej amerykańskiej lesbijki. Jeśli właśnie Wasz wskaźnik multi kulti nie wyleciał w powietrze, wyjaśniam – Audre Lorde chyba najlepiej pisała o feminizmie dla wszystkich, nie tylko dla wykształconych białych kobiet z klasy średniej. Pisała o tym, na jak wiele sposobów bywała wykluczana i jak bardzo było to przecież sprzeczne z ideałami feminizmu rozumianego jako uznanie równości wszystkich ludzi. „Siostra outsiderka” wpadła w moje ręce, gdy sama bardzo aktywnie działałam na rzecz praw kobiet, tym boleśniejsza była dla mnie refleksja nad tym, jak szczelną bańką otaczają się polskie feministyczne kluby kanapowe. Lekturę tę dedykuję wszystkim działaczkom, które z pięknymi sloganami na ustach dyskryminują i wykluczają te kobiety, które nie wpisują się w Waszą wizję „prawdziwej feministki”. Pod rozwagę!

    siostra outsiderka.jpg
    Źródło: http://www.czarnaowca.pl

     

  8. „Wesele” S. Wyspiański

    Kto „Wesela” nie czytał, ten ignorant, a kto nie zrozumiał, ten pajac (uuuu, klasizm czy nic?). W polskiej literaturze nie brakuje dzieł wybitnych, ale tak doskonale opisać przekrój polskiego społeczeństwa nie umiał nikt inny. Chochoł i jego „Miałeś, chamie, złoty róg, / miałeś, chamie, czapkę z piór, /czapki wicher niesie, / róg huka po lesie, / ostał ci się ino sznur, ostał ci się ino sznur” powinno się znać i rozumieć lepiej niż tę nieszczęsną Inwokację z „Pana Tadeusza” (każda okazja do szkalowania polskiego romantyzmu nie może zostać przeoczona, a tak poważnie – nie lobbuję za usunięciem Inwokacji z listy tekstów, które znać wypada, po prostu dodałabym do niej fragmenty „Wesela”), a rozmowa Stańczyka z Dziennikarzem powinna stale rezonować w głowie każdej osoby, która zamierza zawodowo zajmować się dziennikarstwem. Przez litość nie napiszę nic o tym, jak zabawne było narodowe czytanie tego dzieła przez wybranych polityków. No, ale my tu „gadu gadu, stary dziadu”, a trzeba iść czytać.

  9. „Wilk stepowy” H. Hesse

    Arcymistrz słowa. „Wilk stepowy” dotyka człowieka tak, że aż boli, ale chwilę później działa jak najlepszy balsam dla duszy. A scena z Mozartem to szampan, kawior i „Wesele Figara” pod batutą Kleibera w jednym.

  10. „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” J. K. Rowling

    Zaczynam i kończę historią o nastolatce, bo tak, „Harry Potter” to dla mnie przede wszystkim Hermiona i jej ambicja, wiedza, talent, aktywizm i sarkazm. O niej również pisałam w tym wpisie, ale nie odmówię sobie przyjemności przypomnienia, jak bardzo kocham tę młodą czarownicę, która grała pierwsze skrzypce w ratowaniu świata czarodziejów i czarodziejek, a przy okazji próbowała wyrwać z niewoli skrzaty domowe i jak najlepiej zdać egzaminy w Hogwarcie. Jeśli macie wątpliwości co tego, jak ważna jest to postać dla popkultury, przypomnę tylko, że w czasie słynnego Marszu Kobiet w Stanach Zjednoczonych szły całe zastępy małych dziewczynek, które niosły transparenty z hasłami potwierdzającymi, jak bardzo ta heroina jest potrzebna i jak ogromny wpływ na działania młodych ludzi mogą mieć świetnie napisane postaci kobiece. J.K. Rowling, dziękuję!

    mugol

Oczywiście to zestawienie nie wyczerpuje listy wszystkich ważnych książek, nie zmieściły się w nim choćby „Przeminęło z wiatrem”, „Trędowata”, „Noce i dnie” książki Agathy Chrstie, Małgorzaty Musierowicz, Simone de Beauvoir czy Sylwii Chutnik. No i wielu innych wspaniałych pisarzy i pisarek, których książek nie umiem zdjąć z półki i przekazać innym. Bo lubię mieć je blisko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s