Kiedyś tu było życie…

Od kilku lat zdarza mi się prowadzić spotkania autorskie z pisarkami i pisarzami. Choć ostatnimi czasy staram się raczej ograniczać takie zlecenia, bo miło byłoby czasami się wyspać, to mam w swoim środowisku osobę, której ufam w ciemno i której propozycje spotkań nigdy mnie nie rozczarowały. W minioną sobotę, właśnie dzięki tej wspaniałej osobie, miałam wielką przyjemność poprowadzić spotkanie z Katarzyną Dudą, prawniczką, politolożką i autorką wspaniałego reportażu „Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda”. Wiem, że długi weekend i spotkanie w środku dnia nie jest najlepszą porą na takie wydarzenia, dlatego, choć jestem zachwycona frekwencją, pozwolę sobie napisać dla Was mały wyciąg z naszej rozmowy. Niestety, nie będzie wesoło. Co więcej, w jednym akapicie będzie mały spoiler ostatniego odcinka „Czarnobyla” (prod. HBO), więc przymknijcie w tym fragmencie oczy!

„Kiedyś tu było życie” to zbiór dwudziestu rozmów z osobami, które stały się ofiarami transformacji ustrojowej, dla których realia Polski z wizji Leszka Balcerowicza okazały się być gorsze od najczarniejszych wizji i dla których okres PRL nie oznaczał tylko legendarnych pustych półek w sklepach i Milicji atakującej protestujących robotników. Dla bohaterów i bohaterek tej książki okres Polski Ludowej oznaczał też pewność zatrudnienia, bezpieczeństwo, umowę o pracę i poczucie godności wynikającej z możliwości życia na zadowalającym poziomie. Te cztery wartości, których wiele osób z mojego pokolenia nie miało jeszcze okazji odczuć na własnej skórze.

 

 

W trakcie spotkania Autorka wiele uwagi poświęciła warunkom zatrudnienia osób outsourcowanych, których zatrudnienie jest rezultatem zamówienia publicznego. Osoby sprzątające szpitale, urzędy i ministerstwa, ochroniarze i ochroniarki, pracownicy i pracownice społeczne, ludzie pracujący w portierniach, szatniach i magazynach – mogłoby się wydawać, że skoro podmiotem pośrednio opłacającym ich wynagrodzenie jest instytucja publiczna, warunki zatrudnienia powinny być absolutnym wzorem do naśladowania. Nie wdając się w szczegóły legislacyjne – nic bardziej mylnego. Mobbing i stawki rzędu pięciu złotych za godzinę były codziennością choćby w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji aż do czasu ostatniej nowelizacji. Szok? W takim razie zapraszam do dalszej lektury.

Wielkie zmiany gospodarcze po roku 1989 to również uderzenie w przemysł. Zamykanie kopalni, hut, przetwórni, PGRów, fabryk czy szwalni oznaczało dla całych regionów Polski ogromny wzrost bezrobocia, szczególnie pośród robotników i robotnic. To przeskok z godnego życia i wczasów pod gruszą w kredyty, biedę, wstyd i brak środków na zakup butów dla dzieci. I nie wynikało to z – by zacytować panią Ewę Balcerowicz z jej ostatniej wypowiedzi dla telewizji śniadaniowej – ich braku chęci do pracy i predyspozycji, a z nagłego, całkowitego zniszczenia wielkiej branży, w której pracowali niekiedy przez połowę życia. Wykwalifikowani robotnicy i robotnice musieli znaleźć inne miejsce pracy, co w nowej rzeczywistości oznaczało często wejście do szarej strefy lub zatrudnienie się u różnego poziomu uczciwości przedsiębiorców. Praca na czarno? Ależ owszem. Złotówka za godzinę? Jak najbardziej. Mobbing? Łamanie przepisów BHP? Czego sobie tylko życzycie. I to wszystko we wspaniałej i jakże aktualnej atmosferze „na twoje miejsce jest dziesięć innych osób”. Pyszności.

Spotkanie stało się również pretekstem do rozmowy o jednej z bohaterek książki, pani Danucie, która zapytana o swój udział w stowarzyszeniach czy związkach zawodowych wypowiada niezwykle gorzkie i znaczące zdanie „nie zrzeszam się, bo nie mam z kim”. Opowiada również o swoim wyjeździe na Kongres Kobiet, na którym panel o kobietach mieszkających na wsi prowadziły wyłącznie wykształcone kobiety z klasy średniej. Oczywiście wszystkie mieszkające w mieście. Muszę przyznać, że w trakcie czytania tego fragmentu pomyślałam o tym, jak sama organizowałam panel o niealimentacji dla lokalnej wersji Kongresu i choć nadal uważam, że poznane dzięki temu wydarzeniu ekspertki były niepowtarzalne i wspaniałe, z lekkim wstydem myślę o tym, że przyłożyłam rękę do wydarzenia, którego centrala wypięła się później na prawa i potrzeby ochroniarek zabezpieczających jedną z edycji. Wstyd, siostry feministki. Wielki wstyd.

Jednym z najbardziej angażujących publiczność wątków było odszukanie logiki w rozumowaniu „praca ochroniarza na śmieciówce za minimum krajowe to wstyd, ale śmieciówka, minimum krajowe i owocowy czwartek w korpo to już super sprawa, bo mamy klimatyzowane biuro, NO I TE ANANASY W ŚRODKU TYGODNIA”. Smutna konkluzja tej dyskusji zamyka się niestety w dwóch frazach – karmieniu pracowników nadziejami o tym, że ich los może się w czasie magicznego „kiedyś” polepszyć, jak również w uznaniu słuszności postępowania jednej z bohaterek książki, która skazana na pracę do końca życia w warunkach urągających człowieczeństwu raz na jakiś czas skreśla kupon totolotka wierząc, że to jedyne wyjście z jej tragicznego, patowego położenia. Gdy własna praca daje ci zerowe szanse na poprawę warunków bytowych, nawet totolotek staje się bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem twoich problemów. I tylko ciężko uwierzyć, że mowa tu o Europie w 2019 roku.

– TU JEST SPOILER CZARNOBYLA – Spotkanie zamykał temat idei taniego państwa i tego, co się „opłaca”. O tym, jak zaciskanie pasa w pierwszej fali odbiło się na najsłabiej chronionych grupach zawodowych, jak zmniejszanie kosztów administracji oznaczało masowe zwolnienia i przejście na skandaliczne outsourcingi. I, co ciekawe, doskonałą puentą tego tematu wydał mi się fragment ostatniego odcinka genialnej miniserii HBO pt. „Czarnobyl”, w której zapytany przez sąd o przyczyny eksplozji (przy uwzględnieniu ilości reaktorów, w których nigdy do takiego wypadku nie doszło) sfrustrowany naukowiec opowiada o metodach budowy elektrowni i kończy wypowiedź krótkim „bo tak było taniej”. Tak było taniej, dlatego musiało dojść do tragedii. Tak było taniej, dlatego doszło do wielkiego skażenia i śmierci wielu niewinnych ludzi. Wreszcie tak jest taniej, dlatego bieda w Polsce ma się świetnie, dlatego ludzie odbierają sobie życie, bo nie widzą możliwości wyjścia z zadłużenia, dlatego wiele dzieci nadal nie zjada w ciągu dnia ani jednego ciepłego posiłku. No ale tak jest taniej. Tylko dla kogo?

 
***

Ogromnie dziękuję za możliwość przeprowadzenia tego arcyciekawego spotkania, dziękuję wszystkim obecnym Osobom za Wasz czas i zaangażowanie w rozmowę, dziękuję Kasi za obecność i doskonałe pointy. I dziękuję Wam za uwagę.

Książkę możecie (a polecam ogromnie!) zakupić tutaj.

Ukłony i życzenia godnej pracy i płacy

Ada

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s