Margaret Atwood | W oczekiwaniu na Nobla

Jeśli istnieje współczesna pisarka, o której Nobla byłabym w stanie wykłócać się osobiście, to z pewnością jest nią Margaret Atwood. Swoim spokojnym, ale dosadnym sposobem pisania potrafi zbudować skrajne emocje, nigdy nie szarżuje i nie gra na wysokim „c”, a mimo to jej teksty wywracają nam wnętrzności i robią przemeblowanie w głowie – czy to na skutek antyutopijnej wizji Gileadu, zagadkowego procesu Grace czy ekologicznej apokalipsy wywołanej zachłannością człowieka. Choć to jej powieści są jedną z najlepszych rzeczy, jaka przydarzyła się kanadyjskiej literaturze od lat, dzisiaj chciałabym polecić trzy jej nieco mniej znane, choć nie mniej przemyślane i literacko dopracowane dzieła. Zaczynamy!

Penelopiada
Zawsze z pewną rezerwą podchodzę do współczesnych opracowań mitów czy literatury antycznej, skoro jednak wyprawę Odysa wzięła na tapet sama Margaret Atwood, nie mogłam nie sięgnąć po tę książkę. Pierwszą kwestią, na którą zwróciłam uwagę, jest podmiotowe podejście do postaci, którą od zawsze przedstawiano nam wyłącznie jako żonę swojego męża. Oddanie głosu Penelopie pozwala nam wkraść się w jej wypełnione czekaniem, frustracją, obawami i kompleksami wnętrze. Pełna gorzkiego humoru opowieść o roli kobiet w starożytnej Grecji to jednak nie tylko spojrzenie na Penelopę, rozciąga się ono również na pozycję służek, których los stał się jednym z najważniejszych elementów procesu, jaki Atwood „wytacza” pod sam koniec historii. Ciężko nie zauważyć w tym charakterystycznego dla pisarki zabiegu upomnienia się o dostrzeżenie nierówności społecznych za pomocą rozprawy sądowej – wyciągając przed szereg losy służek jako grupy kobiet, opisuje ich miejsce w patriarchalnej rzeczywistości. Polemizując z recenzją zamieszczoną czternaście lat temu w Gazecie Wyborczej chciałabym podkreślić, że nie trzeba być cyt. „zajadłą feministką”, by wyłapać ten obraz w tekście, podobnie jak nie jest to konieczne do zauważenia, że do czasu, gdy o losach Penelopy nie napisała Margaret Atwood, świat literatury nie był zainteresowany losami tej, która w pamięci zbiorowej utrwaliła się jedynie jako wierna żona. Na szczęście mamy rok 2019 i o kanadyjskich książkach sprzed czternastu lat nawet w Polsce możemy rozmawiać już nieco inaczej. Prawda?

 

 

Atwood.png

 

Morderstwo w ciemności
Zbiór bardzo nierównych opowiadań o dojrzewaniu, młodości, miłości i ludzkiej ciekawości. Atwood serwuje nam pozornie proste teksty wypełnione jej przemyśleniami i wspomnieniami, w rzeczywistości stawia na głowie utarte schematy myślenia i zmusza nas do pogłębionej refleksji nad naszymi odruchowymi reakcjami. Kpi i wyśmiewa, z subtelną zgryźliwością godną Jane Austen rozprawia się z naszymi przywarami. W popychaniu nas do rewizji własnych zachowań nie posługuje się jednak argumentacją ex cathedra, wprost przeciwnie, często samą siebie stawia w roli tej, która nie rozumie, nie wie, ma obawy. Szczególne miejsce w moim sercu zdobyła obśmiewając serdecznie kategorię „literatury kobiecej”, którą rozliczni wydawcy nadal tak ochoczo zamykają w ramach „poradniki o diecie i sprzątaniu, romanse i moda”. Nie polecam czytania jej przy jednym posiedzeniu, część tekstów zasługuje na to, by poświęcić im więcej uwagi.

Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa

Ta książka to samo dobro! Zostawia nas w ogromnym poczucia niewygody i strachu, wyrzuca z puchatego fotela „skoro nie mam długu na koncie, to jestem bezpieczny/a” i pokazuje, że wszyscy i wszystkie mamy otwarty rachunek. Rachunek w znaczeniu ekonomicznym, ale również społecznym, moralnym, ekologicznym czy honorowym. Pisarka przygląda się naszym zobowiązaniom w skali makro i mikro, odwołuje się tak do bogini Nemezis, jak i światowego kryzysu gospodarczego, sięga do Dickensa i odkryć w dziedzinie biologii. To jedna z najbardziej otwierających oczy książek, jakie w życiu czytałam i na tym kończę rekomendację – nie czytajcie recenzji, czytajcie Dług. Koniecznie. Natychmiast.

 

 

 

Paragon:

0 zł, wszystkie książki wypożyczyłam z lokalnej biblioteki

Reklamy

Powrót do rzeczywistości

Vigilatte Cafe (1).png

Sto uścisków

Ada

 

 

Droga do SPA

black pen on white book page
Photo by Pixabay on Pexels.com

Blog od kilkunastu dni przechodzi małą odnowę, by już niedługo zachwycić Was swoim pięknem!

Celowo nie zawieszam działania strony, nie chcę bowiem zamykać dostępu do tekstów. Do zobaczenia wkrótce!

Ściskam zimowo

Ada

 

 

Nowy Rok, stary blog

Nienawidzę postanowień noworocznych. Od razu mam przed oczami ten tłum, który zbiera się niczym szarańcza w każdej siłowni na świecie już drugiego stycznia, by po dwóch tygodniach zasypać się gradem wymówek. Oczywiście szanuję ten styl życia i absolutnie wyznaję zasadę fries before guys, ale to zbiorowe wpędzanie się w słomiany zapał i związane z nim poczucie winy uważam za jakąś zbiorową psychozę i w tym roku dojrzałam do tego, by pójść w ślady własnej matki (wołajcie egzorcystę!), która rokrocznie obiecuje sobie po prostu, że kupi sobie coś ładnego (i, trzeba przyznać, jest w tym ekspertką) i po latach zadręczania się odfajkowywaniem listy żądań wobec samej siebie tym razem zdecydowałam się wypisać sobie wszystko to, na co od dawna miałam ochotę, a w pogoni za idealnym zachowaniem/wydarzeniem/wyglądem/czymkolwiek jakimś dziwnym trafem zawsze brakowało mi na to czasu. Pomijając takie oczywistości jak częstsze chodzenie do teatru i planowanie podróży, obiecałam sobie jedną bardzo ważną rzecz: w 2019 roku nie dam się wpędzić w wir zaczytywania się nowościami i bestsellerami mediów społecznościowych, odkurzę za to półkę z klasykami i oddam się przyjemności obcowania z literaturą, bez której nasz świat byłby prawdopodobnie (jeszcze) gorszy.

Odkąd byłam małą dziewczynką, która siedząc w dwóch kiteczkach zaczytywała się wierszami Brzechwy i Tuwima, opowiadaniami o jeżach i myszkach, Pchłą Szachrajką i Martynką, miałam ogromny sentyment do wszelkich utworów, w których język jest gładki, kwiecisty, elegancki i nieco pompatyczny. Sama jestem nadmiernie egzaltowana i często popadam w patos (jeśli ktokolwiek nie zauważył), dlatego im więcej archaizmów i opisów zastawy stołowej, tym bardziej jestem zadowolona z efektu. Na pewnym etapie wbiegłam jednak w ten szaleńczy peleton „muszę być zawsze na bieżąco, bo inaczej świat upadnie” i zabrakło mi czasu na Dickensa, Jellinek, Dostojewskiego czy Żmichowską. Na szczęście już mi się nie wydaje, że zwykły śmiertelnik bez zmieniacza czasu jest w stanie czytać wszystko, co wchodzi do sprzedaży (bo – uwaga – nie jest, wiecie, ile książek pojawia się rocznie w księgarniach? No sporo.) i uznałam, że skoro tak, to ja sobie usiądę i doczytam Zolę, bo jego Germinal jest absolutnie wybitny i mam już dość ciągłego obiecywania sobie, że w końcu przeczytam  opasłe Dzieła wybrane  Zoli do końca. Po prostu zacznę to robić. A moimi przemyśleniami będę nadal dzielić się z Wami na Drodze.

close up of books on shelf
Photo by Suzy Hazelwood on Pexels.com

Piszę o tym bynajmniej nie dlatego, że domagam się podziwu dla mojego szalonego planu (bo bez przesady, proszę dalej kupować nowości dobrych wydawnictw, niech się zdrowo chowają i rosną w siłę), ale postanowienie to odciśnie się piętnem na treściach zamieszczanych na blogu – oczywiście nie zamierzam popadać w skrajną indolencję odrzucając wszystkie dzieła, o których będzie się mówiło i pisało z uwagi na ich ogromną wartość literacką, ale z pewnością ograniczę pogoń za nowymi tytułami na rzecz tych, o których nikt już nie pisze, bo przeszły do klasyki i powszechnie uważa się, że każda osoba doskonale je zna, jak również tych, o których z różnych powodów zapomniano, a które udało mi się wyszperać w antykwariacie lub w bibliotece (choć najprawdopodobniej na półce rodziców).

W polskiej blogosferze nie brakuje wyśmienitych osób piszących o książkach w sposób przemyślany, soczysty, zaangażowany, sama wielokrotnie zdecydowałam się sięgnąć po daną książkę po przeczytaniu entuzjastycznej opinii w internecie i jestem pewna, że mimo tego, że jest Was tu coraz więcej (za co ogromnie dziękuję!) nie zabraknie Wam źródeł informacji o świeżych perełkach na rynku wydawniczym, a do mnie nadal będziecie zaglądać choćby po to, by przeczytać moje malkontenckie wpisy o dziełach, które nie przetrwały próby czasu lub takich, w których poziom patriarchalnego wykluczenia nie pozwala mi na uznanie ich za zachwycające mimo niewątpliwych wartości literackich.

Jednocześnie pragnę przeprosić wszystkie trójmiejskie księgarnie, które dotąd były regularnymi beneficjentami mojego nałogu czytelniczego – obiecuję powrócić, gdy tylko dokończę moją antologię Zoli i Szekspira wrócę do Was niczym najwierniejsza z wiernych fanek, a póki co po prostu będę Was polecać znajomym i krewnym (w tym miejscu pragnę polecić wszem wobec księgarnię Firmin znajdującą się w budynku Teatru Wybrzeże, gdyż lokowanie produktu nie musi być dyskretne).

Mam nadzieję, że mój plan nie zaważy na naszej książkowej relacji i nadal będziecie chętnie do mnie zaglądać (obiecuję nie ograniczać się do ogólników o klasykach, bo to nie zainteresowałoby nawet najwytrwalszych nudziarzy), bo wydaje mi się, że w rozpoczynającym się właśnie roku czeka nas wiele zaskoczeń i być może zaskakującego spojrzenia na te lektury, które teoretycznie wszystkie osoby znają, a tak naprawdę żadna z nich nigdy ich nie czytała. Dam znać, co warto nadrobić!

Zakurzone pozdrowienia

Ada

blur book stack books bookshelves
Photo by Janko Ferlic on Pexels.com

PS Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że za zaoszczędzone pieniądze najpewniej będę mogła kupić sobie pałac, więc wstępnie zapraszam na parapetówkę w bibliotece pełnej staroci! 😉

PS 2 Na Twitterze @BestReadPL zaczynamy właśnie akcję #12xKrótkaForma – co miesiąc wybieramy jedno opowiadanie, esej czy nowelę, które następnie będziemy wspólnie omawiać. Jeśli macie swoje konto na TT – ćwierkajcie z nami!

Za cicho!

Uwielbiam ten czas, w którym jeden fatalny rok dobiega końca i już mogę zacząć szykować się na kolejny, z pewnością równie udany. Z jednej strony nie mam chyba odwagi na robienie jakichkolwiek podsumowań mijających dwunastu miesięcy, z drugiej jednak chciałabym dodać swoje trzy grosze do setek rankingów i zestawień książkowych, jakimi zasypuje nas ostatnio internet. Wiele osób z pewnością lepiej ode mnie opowie Wam o tym, jakie książki osiągnęły w tym roku szczyty popularności i które z nich naprawdę zasłużyły na swoje miejsce na liście bestsellerów, dlatego pozwólcie, że dzisiaj napiszę kilka słów o tych lekturach, które stanowczo powinny przykuć Waszą uwagę, a które z jakichś powodów nie doczekały się należytej kampanii promocyjnej. Przeskoczmy więc główny regał w księgarni i zajmijmy się przez chwilę mniej znanymi perełkami wydanymi w 2018 roku.

  1. Znowu pragnę ciemnej miłości, pod red. Joanny Lech, Wyd. WAB

    Antologia polskiej poezji miłosnej z pewnością nie jest pozycją, po którą tłumnie ruszamy do księgarni, nie oszukujmy się. A niesłusznie! W Znowu pragnę… obok wierszy M.Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej czy H. Poświatowskiej znajdziemy utwory J. Mansztajna i T. Różewicza, wszystkie naprawdę wyśmienicie wybrane przed Joannę Lech. Z jednej strony w swojej redakcyjnej pracy doskonale wyważyła poziom erotyki i sensualności, uczuć skrajnych i letnich, przebrzmiałych, z drugiej jednak nie mogę nie zauważyć, że dobór twórców i twórczyń jest osobliwy – momentami czułam, że wręcz nie na miejscu jest zaszeregowanie pewnych poetów tuż obok wybitnej Poświatowskiej. Mimo to, w narastającej (choć ciężko nie zauważyć, że wywołanej lekkim snobizmem) fali wydawania tomików poezji, ten uważam za wyjątkowo udany – sięgnijcie po niego bez względu na to, jakie są Wasze doświadczenia z poezją. Zachwycajcie się śmiało klasyką, odkrywajcie nowe twarze, uśmiechnijcie się do przepięknej okładki (choć zaklinam, nie idźcie tropem twitterowej „recenzentki” chwalącej się, że okładka i jej instagramowość były głównym powodem zakupu). Bo dlaczego nie?

    white ceramic teacup with saucer near two books above gray floral textile
    Photo by Thought Catalog on Pexels.com
  2. Czerwony głód, Anne Applebaum, Wyd. Agora

    Do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego wydawnictwo tak szybko zakończyło promocję tej książki – kampanię rozpoczęto z przytupem, na spotkaniu autorskim w Gdańsku zabrakło nawet egzemplarzy na sprzedaż, bo frekwencja przekroczyła najśmielsze wyobrażenia organizatorów, a mimo to  bardzo szybko informacje o sprzedaży przestały się pojawiać w szerszym obiegu i dalsza część promocji oparła się niemal wyłącznie na dorobku autorki – choć rzeczywiście, jak mierzyć się z prestiżem nagrody Pulitzera? Oddaję jednak sprawiedliwość – kampania nie była długa, trudno jej natomiast odmówić skuteczności i profesjonalizmu (szczególnie w porównaniu do pewnego amerykańskiego wydawnictwa, którego nazwę przez litość przemilczę, które tę książkę o Wielkim Głodzie na Ukrainie postanowiło włączyć do działu „rolnictwo”). Jeśli umknęło Wam pojawienie się tej pozycji na naszym rynku, pozwólcie, że podam Wam trzy powody, dla których warto po nią sięgnąć. Po pierwsze – jest wyśmienicie napisana, rzadko kiedy opracowanie historyczne czyta się tak sprawnie i w mało którym twarde dane przedstawione są w tak płynny sposób. Po drugie – historia Hołodomoru jest absolutnie okrutna i przerażająca, stanowi jednak elementarny punkt wyjścia do próby zrozumienia najnowszej historii naszych wschodnich sąsiadów. Wreszcie po trzecie – Anne Applebaum jest wybitną znawczynią Europy Środkowo – Wschodniej, a jej prace na ten temat są każdorazowo majstersztykiem. Czerwony głód nie jest tu wyjątkiem. Dla osób interesujących się historią – pozycja obowiązkowa.

  3. Berezowska. Nagość dla wszystkich, Małgorzata Czyńska, Wyd. Czarne

    Czuję, że już pojawiła się w Was lekka obawa, że tym razem nie napiszę nic o żadnej książce z Wołowca – uspokajam, przygotowałam się! Miałam przyjemność otrzymania swojego egzemplarza biografii Mai Berezowskiej jeszcze przed premierą, byłam wręcz zaskoczona tym, jak bardzo mi się spodobała, czekałam na wielki szał promocyjny, a tu… cisza. Oczywiście widziałam informacje o spotkaniach autorskich, jedno z nich nawet odbyło się tuż obok mojej pracy (choć mogłam tylko pomachać znad biurka wszystkim osobom zgromadzonym), ale stanowczo uważam, że ta historia zasługuje na większy rozgłos! Uwielbiam odkopywanie biografii zapomnianych nieco twórczyń, naukowczyń czy działaczek i nadawanie im nowego blasku, dlatego wspomnienia po genialnej polskiej rysowniczce, która gorszyła przedstawicieli wszystkich epok, w których dane jej było tworzyć, uważam za coś wspaniałego. Malowanie aktów a obozie koncentracyjnym? Owszem. Nagość w ilustracjach prasowych w socrealizmie (w którym przecież nikt seksu nie uprawiał, bo trzeba było wyrabiać 200% normy)? Jak najbardziej. Styl życia bohemy? Oczywiście. Od dawna nie czytałam biografii przepełnionej takim uznaniem dla artystki, a jednocześnie całkowicie pozbawionej czołobitności. Dodatkowe oklaski ślę do redakcji, bo widać mądrą pracę włożoną w to, by ta książka pod każdym względem była doskonale dopracowana. Piękny hołd dla Berezowskiej, ogromnie polecam.

1ada.jpg

Z pewnością mogłabym napisać jeszcze o dwudziestu innych tytułach, które nie zdobyły takiego rozgłosu, jakiego bym im życzyła – wiem też doskonale, że te trzy, o których napisałam, nie zostały zupełnie pozostawione same sobie, a działy promocji nie czekały bezczynnie aż czytelnicy i czytelniczki same przyjdą do księgarni. Mimo to jest w polskiej promocji czytelnictwa i literatury jako takiej coś okropnie zmanierowanego, małego, co pozwala na trwanie w ułudzie, że wykupione miejsca na liście bestsellerów pewnego dużego dystrybutora mają narzucać nam pogląd na książki i wyznaczać kolejne pozycje na naszej czytelniczej liście. Im bliżej jądra tego śmiesznego spektaklu jestem, tym chętniej wspieram rozmaite oddolne inicjatywy – czy to po prostu zostawiając komentarz pod postem o nieszczególnie promowanej pozycji, czy to włączając się w takie działania jak rozwój platformy Best Read, której inicjatorka twardą (choć sprawiedliwą) ręką domaga się zamieszczania recenzji płynących wyłącznie z głębi naszych czytelniczych serduszek. Bez względu na to, ile książek czytacie, jakie gatunki są Wam najbliższe i dlaczego, w nadchodzącym roku życzę Wam dużo trafionych łupów w księgarniach i antykwariatach, a przede wszystkim trzymam kciuki za to, by nie przyszło Wam nawet do głosy rezygnowanie z sięgania po to, co Was rozwija i sprawia Wam radość tylko dlatego, że w dużym sklepie ktoś ułożył modne tytuły według narzuconego klucza, a Wasza upatrzona książka znalazła się na samych tyłach lokalu, gdzieś na linii podłogi. Nie dajcie się wciągnąć w tę śmieszną grę, nie warto (w tym momencie pogrzebałam szanse na to, że jakiekolwiek wydawnictwo kiedykolwiek mnie zatrudni, ale trudno, najwyżej założę własne).

Wszystkiego dobrego!

Ada

Paragon:

  1. Znowu pragnę… – 34,99 zł
  2. Czerwony głód – 0 zł (prezent urodzinowy (nie żartuję, sama chciałam ;)))
  3. Berezowska – 0 zł

    SUMA: 34,99 zł

Co czytać przy choince?

Mam nadzieję, że równie mocno jak ja cieszycie się na to, że po latach błota czeka nas w końcu biała końcówka grudnia, więc zza blasku choinkowych lampek będzie można oglądać przyprószone puchem drzewa. Dla tej części z Was, która nie mieszka w Trójmieście – mam nadzieję, że w Waszej okolicy jest równie pięknie! Być może do końca świątecznego okresu nie musicie wychodzić już do pracy (mnie czeka jeszcze wigilijne spotkanie z papierami), a to stwarza doskonałą okazję do tego, by między pieczeniem makowca a strojeniem wigilijnego stołu sięgnąć po książkę – jeśli nie wiecie, co będzie najlepszym wyborem, oto wchodzę ja, cała na biało. I polecam!

have a very merry christmas greeting card
Zdjęcie by rawpixel.com on Pexels.com

 

 

  1. Opowieść wigilijna, Charles Dickens, Wyd. Prószyński i S-ka

Kiedy pozwolić sobie na spotkanie z tym klasykiem, jeśli nie w czasie Bożego Narodzenia? Opowieść wigilijna jest dla mnie odpowiednikiem oglądania Kevina – Święta bez Opowieści… to nie Święta, a ten wieczór bez Ebenezera jest jak wyrzucenie choinki przez okno. Uwielbiam język Dickensa, a samo poczucie, że nawet w największym malkontencie i okrutniku drzemie cząstka ciepła i człowieczeństwa, którą mimo wszystko można obudzić, podnosi mnie to na duchu (nomen omen) za każdym razem. Szczególnie mocno, odkąd nienawiść, chamstwo i prostactwo wylewa się w internecie pod niemal każdym wpisem. Książki takie jak ta ratują wtedy moje zdrowie psychiczne, zróbcie więc prezent swoim głowom i sięgnijcie po tę lekturę!

  1. Ósme życie, Nino Haratischwili, Wyd. Otwarte

To nie jest lekka lektura. Nie wprawi Was w nostalgiczny nastrój ani nie sprawi, że poczujecie się błogo. Dlaczego więc warto sięgnąć po nią właśnie w Święta? Dlatego, że to książka wybitna, a zwolnienie tempa pozwoli Wam dobrze wgryźć się w historię jej bohaterek i bohaterów. Haratischwili prowadzi nas przez ponad sto lat dziejów gruzińskiej rodziny, zarówno ich rozterki miłosne, wewnętrzne, jak i ich miejsce w zawirowaniach historii, która tak okrutnie obeszła się z Gruzją. Wbrew pozorom to nie jest jednak powieść, która zepsuje Wam Święta całkowicie rujnując humor – to trudna, ale piękna i wzmacniająca saga, która nie szczędzi nam bardzo ciężkich przeżyć, ale ostatecznie zostawia w poczuciu, że czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielka siła może drzemać w człowieku. Ósme życie trafiło w moje ręce, gdy czułam, że tej siły zaczyna mi brakować, utożsamiałam się dość mocno z kilkoma bohaterkami. I wiecie co? Podobnie jak one, udało mi się tę wolę walki w sobie odnaleźć. Być może stąd mój ogromny sentyment do tej pozycji?

 

  1. Obcy we własnym domu. Gniew i żal amerykańskiej prawicy, Arlie Russel Hochschild, Wydawnictwo Krytyki PolitycznejJeśli propozycja czytania w chrześcijańskie święto książki lewicowego wydawnictwa to dla Was za dużo, możecie śmiało przejść do punktu 4, choć osobiście polecam Wam papierową torebkę, wdech i wydech (powoli!) i doczytanie tego akapitu – Obcy… to bowiem tak dobra książka, że bez względu na Wasz światopogląd naprawdę, naprawdę warto po nią sięgnąć! Przede wszystkim – nie trzeba być orłem metafory, by przenieść sobie jej elementy na nasze polskie poletko, konflikt południa z północą jest porównywany z naszym podziałem wschód – zachód. Do tego to po prostu wyśmienicie napisana książka, kawałek doskonałego badania wykładowczyni z Berkeley, która jako jedna z nielicznych lewicujących badaczek wyrwała się z bańki samozadowolenia i poczucia wyższości (tak, polska lewico, na Ciebie patrzę) i pojechała w teren, by porozmawiać z ludźmi i spróbować zrozumieć ich wybory. Dlaczego mieszkańcy i mieszkanki najbardziej zatrutych stanów wybierają na swojego prezydenta człowieka, który wprost mówi o tym, że zatruwanie ich okolicy powodowany jest dobrem wyższym? Dlaczego nie poprali kandydatki, która proponowała odejście od tego procederu? Co w ogóle myślą o swojej roli w państwie? Jakimi wartościami się kierują i dlaczego? Jedna z najlepszych książek socjologicznych, jakie w życiu przeczytałam. Może Boże Narodzenie to dobry czas na zrozumienie ludzi o innych poglądach? Dzięki zestawieniu opinii autorki z uwagami bohaterów i bohaterek, odpowiedź na to pytanie odnajdziecie bez względu na to, po której stronie sceny politycznej biją Wasze serca. Do dzieła!

choinka2

  1. Twoja ulubiona książka, Wyd. Bez różnicyPropozycje propozycjami, ale nie zapominajcie, że okres świąteczny to doskonały czas na to, by po prostu odpocząć i zadbać o siebie. Jeśli najbardziej lubicie czytać kryminały, a najlepiej odpoczywacie przy powieściach obyczajowych – droga (czytania) wolna! To nie jest czas, w którym koniecznie musicie rozwijać się i dbać o to, by stosik książek do przeczytania szybko się rozluźnił. Zwolnijcie, zjedzcie sernik, zróbcie sobie grzańca i czytajcie, oglądajcie i róbcie to, na co tylko macie ochotę. Idźcie do kościoła albo na spacer, przebiegnijcie dwadzieścia kilometrów albo zakopcie się z pierogami pod kocem. Przytulcie kota, dziecko czy mamę. I nie martwcie się, magia świąt we wszystkim Wam pomoże!

Wesołych Świąt, udanego wypoczynku i dużo radości!

Ada

Paragon:

brak, elfy Mikołaja na pewno o Was zadbają 😉

PS Święta to oczywiście dla niektórych czas religijnej zadumy, dla innych po prostu okazja do odpoczynku i zajadania się makowcem. Dla wszystkich osób to jednak okazja do tego, by podzielić się sercem i okazaniem wsparcia innym. Jeśli chcesz pomóc, ale nie wiesz, jakie organizacje wybrać, pozwól, że Ci pomogę!

A. Centrum Praw Kobiet – jeśli śledzicie mnie na Twitterze (@AdriannaHalman), to wiecie doskonale, że darzę CPK szczególna miłością – szkoliłam się tam, jakiś czas temu pomagałam też gdańskiemu oddziałowi zapanować nad archiwum (i kto powiedział, że bycie organizacyjnym upierdliwcem nie pomaga w życiu, hę?). Pracownice i wolontariuszki Centrum pomagają kobietom i dziewczynkom doznającym przemocy domowej, fizycznej, seksualnej, ekonomicznej. Pomagają im walczyć o swoje prawa w sądzie i o swoje zdrowie psychiczne w gabinetach psychologicznych. Wielka, wielka praca, jaka jest przez nie wkładana w realną, niezwykle potrzebną pomoc nie jest jednak wspierana przez państwo, które pomaganie ofiarom przemocy uważa za fanaberię i dyskryminację (wesołych świąt, panie ministrze) i choć wiem, że wszystkie aktywistki CPK gotowe są nadal robić to za darmo (choć wolałabym, by za swoją wycieńczającą psychicznie i fizycznie pracę otrzymywały godne wynagrodzenie), brakuje też im środków choćby na utrzymanie lokalu. Nie pozwólmy, by musiały zakończyć działalność. Tysiące kobiet potrzebują tej pomocy. I nigdy nie wiemy, czy aby żadna z nas, naszych sióstr, przyjaciółek, mam czy sąsiadek nie będzie musiała zapukać do ich drzwi. Oby nigdy nie pocałowała klamki. Klik

B. Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek – gdańska organizacja wspierająca osoby, które z różnych powodów musiały opuścić swój ojczysty kraj. Jeśli ten czas jest dla Ciebie okresem religijnej zadumy, przypomnij sobie historię Józefa i Maryi, którzy nie mogli znaleźć schronienia, przez co bezbronne dziecko przyszło na świat w stajence. Jeśli biblijna przypowieść nie jest dla Ciebie żadnym wyznacznikiem, zastanów się tylko, czy uważasz, że jakikolwiek bobas zasługuje na to, by dorastać w kartonie? No właśnie. CWII czeka na Twoją pomoc! Klik

C. Dwutygodnik – jeśli zależy Ci na tym, by dołożyć swoją cegiełkę do wspierania niezależnej kultury, zainteresuj się losem tego portalu – kilka lat temu wspólnie udało nam się uratować Polski Instytut Wydawniczy, więc mamy już know-how i możemy zdziałać (świąteczne) cuda! Do dzieła! Klik 

santa claus plush toy
Zdjęcie by Daniel Reche on Pexels.com

 

Loża szyderców im. J. Austen. Wpis urodzinowy

Jedną z najbardziej rozgrzewających moje serce obserwacji dokonywanych w trakcie lektury jest doszukiwanie się motywów równościowych, feministycznych w starych książkach i opracowaniach. O ile bowiem nie dziwi mnie podnoszenie tych kwestii jako naturalnych elementów rzeczywistości XXI wieku, o tyle te subtelne mrugnięcia do odbiorców i odbiorczyń w historiach spisanych sto czy dwieście lat temu całkowicie mnie rozczulają i sprawiają, że mam ochotę przyznać tym tytułom brokatowy laur. Mogłabym godzinami rozmawiać o tym, które pisarki należą do moich ukochanych i które z nich absolutnie wyprzedzały ducha epoki (i robiłabym to, gdyby ktokolwiek chciał tego słuchać, nie oszukujmy się), ale klasyk się nie myli – królowa jest tylko jedna. I nazywa się Jane Austen. Tak się składa, że jutro obchodziłaby swoje urodziny. Z tej okazji nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam moje trzy ukochane książki jej pióra – zapraszam na spacer po angielskich posiadłościach!

  1. Duma i uprzedzenie, Wyd. BellonaWybór pierwszego miejsca był tak oczywisty, że aż mi trochę wstyd, że popadam w taki banał. Nie umiem jednak odmówić sobie przyjemności opowiedzenia Wam, jak wspaniałą satyrą i obrazem angielskiego ziemiaństwa jest ta historia – lekko cyniczna, a nade wszystko bystra, dumna i troskliwa Lizzie obserwuje lokalną społeczność i dowcipnie, choć stanowczo stara się w miarę możliwości samodzielnie kierować swoim życiem, bez ulegania presji otoczenia i własnej matki. Przewijający się przez całą powieść motyw jej spotkań z pozornie gburowatym panem Darcym (który wygląda jak Colin Firth, a jeśli się z tym nie zgadzacie, to po prostu nie macie racji) teoretycznie mógłby sprawić, że Duma… znalazłaby swoje miejsce na półce z romansami, byłoby to jednak głęboko krzywdzące dla całego utworu – Austen wspięła się na wyżyny finezji i literackiego sznytu pisząc tak zaskakującą, głęboko przemyślaną i momentami arcyzłośliwą satyrę, która trafnością opisu ówczesnej klasy wyższej w Anglii mogłaby pokonać niejedno naukowe opracowanie. Jeśli macie przeczytać tylko jedną książkę tej autorki, niech będzie to właśnie Duma i uprzedzenie, choć jestem przekonana, że po tej lekturze nabierzecie ochoty na więcej…
  2. Rozważna i romantyczna, Wyd. Wordsworth Editions (wersja oryginalna)To chyba jedyna książka Jane, z którą przygodę zaczęłam od… obejrzenia ekranizacji. Z jakiegoś powodu nie miałam wcześniej okazji, by usiąść do tej historii, a gdy na ekranie pojawiają się Emma Thompson, Kate Winslet i Hugh Grant oraz nieodżałowany Alan Rickman, to nie ma takiej siły, która przekona mnie, że najpierw muszę przeczytać książkę, bo pożałuję tego seansu. Absolutnie nie pożałowałam. Pokocham ten film całym sercem, bardzo szybko postanowiłam więc nadrobić zaległości w lekturze i… utwierdziłam się w tej miłości. Eleonora jest jedną z tych bohaterek, z którymi czuję silną więź, kibicowałam jej przez cały czas i szczerze nienawidziłam osób, które regularnie rzucały jej kłody pod nogi. Pani i panny Dashwood szukające swojego miejsca na Ziemi po stracie ukochanego człowieka to historia pięknie pokazująca siłę kobiet, które na różne sposoby próbują radzić sobie z problemami. To jedna z tych książek, która wzmacnia i otula niczym kocyk, ogromnie polecam zarówno pierwsze spotkanie z nią, jak i częste powroty. Bez względu na to, czy w życiu kierujecie się sercem czy rozumem. Pod koniec lektury i tak dowiecie się, dlaczego ten podział jest tylko pozorny i w sumie bez większego sensu.
  3. Opactwo Northanger, Wyd. PIWZ tą książką miałam trudną relację, przez jakiś czas myślałam nawet, że najpewniej napisała ją jakaś mniej zdolna przyjaciółka Jane, a Austen dobrodusznie zgodziła się podpisać ją (książkę, nie przyjaciółkę) swoim nazwiskiem. Nie przesadzam, wynudziłam się niemiłosiernie i nawet nie doczytałam jej przy pierwszym podejściu, co nie zdarza mi się zbyt często. Nie wróciłam do niej, bo nie miałam ani ochoty ani nawet swojego egzemplarza, kiedy jednak kilka miesięcy temu znalazłam Opactwo… w antykwariacie uznałam, że może czas się przeprosić. Z nieco negatywnym nastawieniem wróciłam do tego tekstu i muszę przyznać, że uderzyłam się w pierś, nie rozumiem, dlaczego ta książka wcale mi się nie podobała! Nie wierzę, że tłumaczenie wcześniejszego wydania było aż tak kiepskie, że całkowicie mnie odrzuciło. Najważniejsze jednak, że powrót do tej lektury był jedną z najmilszych literackich przygód, jakie zdarzyły mi się w tym roku, a główny czarny charakter wskoczył na moje podium „osób, których wysiedlenie na Antarktydę nie byłoby znowu takim złym pomysłem”.

    jane

    Jeśli szukacie książki z mądrymi bohaterkami kobiecymi – czytajcie Jane Austen. Jeśli natomiast szukacie dobrej angielskiej satyry – czytajcie Jane Austen. Jeśli zastanawiacie się, co poprawi Wam humor – czytajcie Jane Austen. O, a jeśli chcecie rozsmakować się w bystrym dowcipie i pięknym języku – tak, czytajcie Jane Austen. A gdy czujecie, że wszystko jest szare, praca męczy, ludzie denerwują, a pogoda domaga się ofiar – czytajcie Jane Austen. Z jakiegoś powodu nawet najstraszniejsze, najsmutniejsze i najtrudniejsze fragmenty jej książek zostawiają nas z poczuciem błogości w sercu. Nie wierzycie? Czytajcie Jane Austen.

    Paragon:

    1. Duma i uprzedzenie – 29,90 zł
    2. Rozważna i romantyczna – egzemplarz z bookcrossingu
    3. Opactwo Northanger, antykwariat BookBook (Gdańsk, ul. Dmowskiego) – 6 zł

    SUMA: 25,90 zł. Moja biblioteczka naprawdę reprezentuje biedę.