Dolce far niente, czyli zaraz wracam!

Buongiorno!

Już za moment, za chwilę wsiądę do samolotu, który zabierze mnie do Mediolanu, ale uspokajam – pamiętam o wpisach, wybrałam już lektury i niedługo do Was wracam! Zainteresowane osoby odsyłam na mojego Twittera @AdriannaHalman – będzie relacja i z podróży i z lektury.

Zostawiam Was ze zdjęciem jednej z najpiękniejszych bibliotek na świecie- mediolańskiej Biblioteca Nazionale Braidense (fot. Stefano Bentivegna).

Ciao!

biblioteka

Reklamy

Książkoluby wszystkich krajów, łączcie się!

Obywatele i Obywatelki! Natchniona lekturami ostatniego tygodnia (oraz powtórką „Misia” S. Barei w porze obiadowej) przypominam, że nie ma demokracji bez zwiększonej aktywności mas czytających! Aby zaszczepić (zwróćcie uwagę na to, jaka jestem kontrowersyjna) w Narodzie chęci ku poprawie losu wydawnictw, księgarni i bibliotek, wzięłam na tapetę trzy cudowne utwory, które ku chwale Ojczyzny spieszę zrecenzować!

histografy.jpgfot. histografy.pl

  1. Sylwia Chutnik, Smutek Cinkciarza, Wyd. Od Deski Do Deski

Dosłownie miesiąc przed premierą Smutku…, wzięłam udział w  spotkaniu z Sylwią Chutnik, na którym dowiedziałam się niesamowitej rzeczy – nowa książka nie będzie historią o poranionej kobiecie! Nie może być! Zaśmiałam się w duchu, bo rzeczywiście, jak cenię pióro Sylwii Chutnik, tak przyznaję, że mała odmiana może byłaby wskazana. Dobrze, że przyjęłam, że powinna być ona mała, bo główny bohater… również jest poraniony. Żona suszy mu głowę, ukochany syn okrada, córka jest jakąś nijaką mimozą, praca cinkciarza dostarcza głównie stresu, a człowiek młodszy się nie robi. Zwłaszcza kiedy nie żyje. Tak jak smutny cinkciarz, Wiesiek. Aby jednak dowiedzieć się, z czyjej ręki zginął, musicie przeczytać książkę. Warto po nią sięgnąć jednak nie tylko z tego powodu – to pięknie oddany obraz PRLu, głównie lat 70. i 80., lekkie, kąśliwe pióro i słodko-gorzka spowiedź głównego bohatera. A historia wydarzyła się naprawdę. Czego chcieć więcej?

DSC_0819.JPG

2. Barbara Seidler, Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe, Wyd. Czarne

Taki mamy klimat, że na rynek pracy wchodzi pokolenie urodzone po transformacji ustrojowej. Czyli moje. Tak się składa, że parę ładnych lat temu okazało się, że najwyraźniej w poprzednim życiu byłam bardzo złym człowiekiem, bo wybrałam studia prawnicze i teraz mam moje Eldorado składające się głównie z pytań z serii „po co mi to było?” i „za co, ach za co?”. Jako ze jednak nie lubię robić niczego na 80% (satysfakcjonuje mnie jedynie 200% z premią) postanowiłam rzucić okiem na to, jakie były głośne sprawy poprzedniej epoki. Niezawodne Wydawnictwo Czarne przyszło mi z pomocą wydając cudowne reportaże sądowe Barbary Seidler. Było mi miejscami smutno, przykro, czułam się bezradna, zirytowana, kilka razy postanowiłam, że zrobię z tym porządek. Czułam niemal fizyczny ból, gdy czytałam fragment o zakatowaniu dziecka („On mnie zdenerwował. Stał przy oknie i patrzył.”), wróciły wspomnienia z zajęć z prawa karnego, na których prowadzący przypominał kazus S. Wawrzeckiego i in. – już wtedy denerwowała mnie lekkość, z jaką niektóre sądy uznawały, że najlepszym rozwiązaniem jest kara śmierci, po przeczytaniu ostatniego rozdziału, a w zasadzie epilogu Pamiętajcie… po prostu się zatrzęsłam. Dlaczego? Przeczytajcie. Obiecuję, że warto.

_20171105_171925.JPG

3. Agnieszka Osiecka, Nie żałuję

A skoro już o trudnych przejściach mowa… to nie zapominajmy (nigdy!) o Agnieszce Osieckiej. Moja ukochana poetka i tekściarka napisała kiedyś słowa, które brawurowo zinterpretowała Edyta Geppert (do melodii Seweryna Krajewskiego). Swoją drogą, coś robimy nie tak, skoro nie widzę następców i następczyń tak wielkich talentów – a może źle szukam? W każdym razie – jeśli nie wzrusza Was Nie żałuję, to macie jeszcze szansę, żeby schować się w kącie i przemyśleć swoje życie. Proszę, poczekam. Próba rozumienia tego, co boli nas w dusze i intelektualizacja cierpienia, nadania mu łatki „przecież wiem, że tak to jest”… kwintesencja wrażliwości Osieckiej. Wrażliwości arcytrudnej do zniesienia, tym bardziej polecam zapoznanie się i docenienie tego, jak mądre są jej utwory. Nie tylko ten.

Klasyczny rachunek za opisane utwory:

  1. Smutek Cinkciarza: 0zł, książka wypożyczona z Mediateki (WBMG, CH Manhattan)
  2. Pamiętajcie, że byłem przeciw: 39,90zł, Wydawnictwo Czarne (również dostępna w Mediatece)
  3. Nie żałuję: 0zł, bo istnieje niezastąpiony YouTube, ale serdecznie zachęcam do wspierania legalnych źródeł kultury, np. http://fundacja.legalnakultura.pl/

SUMA: 39,90zł plus czas i umiejętności włożone w wspieranie NGOsów!

Odmeldowuję się!

Ada

O sprawach i ludziach zapomnianych

Uwielbiam, po prostu uwielbiam takie książki, które w mądry, ale nie przemądrzały sposób opowiadają historie nieco zakurzone, takie, na które nikt od dawna nie zwracał uwagi. Nie mogłam więc inaczej zacząć tego bloga niż od pochwalenia się tym, co ostatnio udało mi się kupić w księgarni, znaleźć w bibliotece i odkurzyć w domu. Zapnijcie pasy, zaczynamy!

  1. Anna Dziewit- Meller, Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. Historia w spódnicy, Wydawnictwo Znak

Tu muszę zaznaczyć, że do tej książki zabierałam się z pewnym lękiem. Po pierwsze, bardzo cenię Annę Dziewit- Meller, jej „Górę Tajget” uważam za jedną z lepszych polskich książek, jakie czytałam (wrócimy do tego!), dlatego poprzeczka wisiała wysoko, a po drugie – niewiele rzeczy złości mnie w literaturze tak, jak źle napisana książka dla dzieci. Grafomania skierowana do najmłodszych i najchłonniejszych umysłów to jak przestępstwo edukacyjne. Jeśli zostanę prezydentką, to zajmę się penalizacją tego procederu, zobaczycie!

Na szczęście Damy… ze złą literaturą związków nie mają. To piękna, mądra książka przypominająca, że historia nie miała tylko chromosomu Y, że kobiety nie tylko teraz są połową społeczeństwa, a ich zasługi – choć zostały w dużej mierze niedocenione lub zapomniane – są nie do przecenienia. Heńka Pustowójtówna, która jest naszą przewodniczką po świecie wspaniałych kobiet, w przystępny sposób opowiada małym czytelnikom i czytelniczkom, jak wspaniałych czynów dokonały bohaterki książki. Zofia Stryjeńska, Barbara Hulanicki, Izabela Czartoryska, Narcyza Żmichowska  czy oczywiście Maria Skłodowska-Curie – te i inne biografie przytoczone w książce spowodowały, że zrobiło mi się błogo na samą myśl, że po zapoznaniu się z nimi, być może jakaś dziewczynka, której ktoś dorosły powiedział kiedyś, że „panience nie wypada” uzna, że skoro Simona Kossak mogła, to ona też da radę! Już choćby za to biję pokłony i odsyłam do księgarni!

DSC_0835

2. Marek Edelman, Paula Sawicka, I była miłość w getcie, Wyd. Czarne

Kolejne wydanie wspomnień Marka Edelmana przypomniało mi, dlaczego tak lubię Wydawnictwo Czarne. Kto nie czytał „Zdążyć przez Panem Bogiem” Hanny Krall ten gapa, ale nic straconego, zawsze można nadrobić, po czym na świeżo uzupełnić tekstami o zupełnie innych aspektach życia w getcie warszawskim. No właśnie – życia. Tym razem nie czytamy o powstaniu i śmierci (choć oczywiście, nie da się uciec od tych tematów z przyczyn oczywistych), ale mamy do czynienia z serią historii o miłości, przyjaźni, oddaniu i lojalności. O normalnych dniach w nienormalnych czasach. Przyznam, że gdy na końcu książki Edelman wymienia nazwiska osób, o których nikt już być może nie pamięta, ale on chce, by pozostał po nich ślad, zakręciła mi się w oku łza. W tak prostych słowach opowiada o próbie dla człowieczeństwa, że nawet w mojej ogarniętej depresją duszy pojawiła się iskra nadziei. Nie jest to lektura łatwa, ale bardzo potrzebna.

DSC_0812.JPG

3. Leszek Kołodziejczyk, Montparnasse i okolice, Krajowa Agencja Wydawnicza (1987)

Zakup z serii „o Francji i za złotówkę – biorę”. Muszę przyznać, że była to doskonała inwestycja! Akurat tak się złożyło, że kilka dni później wylatywałam do Paryża, więc oprócz beretu i trenczu spakowałam jeszcze Montparnasse. Seria wywiadów z osobami związanymi z Paryżem była przygodą intelektualną i wskazówką dla mnie – osoby lubiącej nieco odejść od głównych szlaków turystycznych. Mon Dieu, monsieur Aznavour! Pierre Cardin, Artur Rubinstein, Roman Polański czy Marc Chagall (oraz kilku innych rozmówców) zapewnili mi arcyprzyjemną podróż do miasta sztuki i miłości. A że Autor nie porozmawiał z żadną kobietą? No cóż, nie budzi to mojego zachwytu, ale zamiast drzeć szaty, po prostu wpisuję sobie na moją listę życzeń hasło „znaleźć cudowne kobiety związane z Montparnassem i przeprowadzić z nimi wywiady”. Tak dla równowagi.

DSC_0831.JPG

Żeby nie być gołosłowną, tak jak obiecałam, podaję ceny książek, które opisałam:

  1. Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. Historia w spódnicy: 23,03zł (strona Wyd. Znak, chwilowo niedostępna)
  2. I była miłość w getcie: 0zł, książka wypożyczona z Mediateki (WBPG, CH Manhattan)
  3. Montparnasse i okolice: 1zł (antykwariat)

SUMA: 24,03zł (bez kosztów przesyłki, skorzystałam z promocji dla osób z Newslettera).

Można? Można.

Dajcie znać, jakie są Wasze ulubione lektury wspominkowe!

Ada

Na początku było słowo

Podobno najtrudniej jest zrobić pierwszy krok – cieszę się zatem, że ten mam już za sobą. Jakiś czas temu uznałam, że nie mogę być książkowym skrytożercą i egoistycznie zachowywać dla siebie wszelkie zachwyty i fascynacje literackie. A czytać uwielbiam. Od lifestyle’u po literaturę fachową, od Jane Austen do Belle Hooks, od Sofoklesa po Kinga. Zależnie od humoru, pory roku, rekomendacji przyjaciółek, niezależnie od reklam i gatunku (poza fantastyką, brakuje mi chyba zwoju mózgowego, który odpowiada za fascynację trollami i elfami – z jakiegoś powodu nie dotyczy to jednak smoków, smoki są w porządku).

Tutaj postanowiłam udowodnić, że na przekór zawrotnym cenom książek, można karmić oczy i serce literaturą w taki sposób, by nie szlochać w czasie otwierania portfela. A jako że obiecałam Wam pewną DROGĘ, jako prawdziwa wędrowniczka daję słowo, że w każdym wpisie z naszej literackiej podróży znajdziecie coś nowego, coś starego i coś pożyczonego. Można powiedzieć, że gwarantuję, że na naszej spólnej drodze będzie dość TANIO, ale tylko finansowo – polecenia będą bowiem tylko z górnej półki! A przynajmniej taką mam nadzieję, bo okrutnie nie lubię rozczarowywać się książkami, które (przecież nie przypadkiem!) wpadły w moje ręce. Wtedy bywam bezlitosna. Zresztą sami i same może zobaczycie! Choć może lepiej nie.

Wszystkiego dobrego na nowej drodze!

Ada

book-book-pages-book-cover-font-161366